„Mamo!! Zobacz zbudowałem coś bez instrukcji.” Krzyczy mój sześcioletni, młodszy Syn i biegnie z pokoju, by z dumą pokazać swoje nowe „dzieło” z lego.

„Super Synku, pokaż co zbudowałeś!” mówię i kucam, by poznać to „dzieło”. Bo „dzieło” – to według moich dzieci najtrafniejsze określenie efektów ich twórczej pracy.

Kucam. Oglądam a On mówi: „Mamo, ja lubię budować bez instrukcji. Wiesz?.”

Ja: „Wiem Synku i bardzo dobrze Ci to wychodzi. Widzę, że to lubisz, że sprawia Ci to przyjemność i radość!”

Roch dalej: „Ale wiesz co Mamo? Wiesz co jest najlepsze? To jest mega dziwne. Jak zaczynam coś budować to nie wiem, co mi wyjdzie. Nie wiem! Totalnie nie wiem! Chcę i zaczynam. Po prostu buduję. Po prostu zaczynam i to mi wychodzi. „Głowa mi mówi”, co mam robić. Ja po prostu chcę i buduję. Chcę bardzo i mi „coś” wychodzi! A potem głowa mi mówi, które klocki dokładać. I wychodzi coś fajnego!!”

Ja: „A serce? Co ci serce podpowiada?”

Roch z uśmiechem: „…. że budowanie bez instrukcji jest fajne. Fajowe!!”

I tak sobie myślę.

Myślę i mam pokusę zadać Ci te pytania:

A Ty masz odwagę budować coś bez instrukcji?

A Ty umiesz zaufać temu, co Ty chcesz, temu TY czegoś potrzebujesz? I … I nie czekać na instrukcję, nie szukać jej na zewnątrz i po prostu posłuchać siebie – swojego serca? Na ile masz gotowość, by wsłuchać się w siebie? Na ile …?

Na ile potrafisz odłożyć plany, wskazówki, rady innych? Na ile potrafisz powstrzymać potrzebę kontroli i ścisłego planu? Na ile masz gotowość, by żyć bez instrukcji. Na chwilę. Na jeden dzień, by pójść za swoim sercem?

(…)

Ja próbuję.

Ja coraz częściej się łapię na tym, że chcę być jak mój Roszek.

Chcę częściej ufać sobie. Ufać sercu. Zaczynać „coś” bez planu. Tak po prostu, czekać aż głowa, aż serce zaczną mi podpowiadać „jaki klocek mam teraz dołożyć….”. Na spokojnie. Bez napinki. Bęz lęku, że „nic” mi nie wyjdzie …

Bo to jest fajne!!  Fajowe 🙂


I odrobina teorii. Bo tak myślę, że zaraz może pojawić się u Ciebie pytanie, „dlaczego to jest takie trudne?. Dlaczego nam dorosłym tak łatwo przychodzi odłożyć to co mamy w sercu, by podążać za wskazówkami, instrukcjami, oczekiwaniami innych. To co nas hamuje przed podążaniem za głosem swojego serca?

Oto „wielka trójka” naszych wewnętrznych hamulców:

  • POCZUCIE POWINNOŚCI
  • GŁOS KRYTYKA WEWNĘTRZNEGO
  • PERFEKCJONIZM

Poniżej „zostawię” trzy fragmenty, trzy cytaty pochodzące z trzech wspaniałych, mądrych, i inspirujących książek. Nie będę tych cytatów specjalnie komentować. Po prostu przeczytajcie je uważnie. Z refleksją i odnosząc ich treść zarówno do twórczej pracy mojego Roszka, jak siebie, czy swoich dzieci …  I pytań, tych pytań, które zadałam Ci powyżej!

  1. POCZUCIE POWINNOŚCI, czyli chęć by spełniać oczekiwań innych – bliskich i społeczeństwa, by w ten sposób zaspokoić potrzebę przynależności i … I? I uchronić się przed lękiem przed odrzuceniem.

„Odkrywanie siebie w działaniach podejmowanych wspólnie z drugim człowiekiem to dla dziecka wielkie szczęście. Kto tego w dzieciństwie nie doświadczył, nie będzie miał w życiu łatwo. Dzieci, które tego nie zaznały, szukają zaspokojenia głębokiej potrzeby więzi  nie we wspólnym działaniu z innymi, lecz w nazbyt intensywnym przywiązaniu do najbliższych. Robią wszystko, by zwrócić na siebie ich uwagę, nie odstępują na krok i nieustannie łakną bezpośredniego kontaktu z nimi. Z wiekiem zaczynają jednak odczuwać, że zbyt silne przywiązanie do bliskiej osoby skutkuje się przeszkodą na drodze do własnego rozwoju. Czują się coraz bardziej zniewolone i ograniczone, tracą zdolność odpowiedniego zaspokajania drugiej bardzo silnej potrzeby z jaką przychodzimy na świat p potrzeby wzmacniania, autonomii i wolności. Prowadzi to do wewnętrznego konfliktu wyrażającego się w takich zachowaniach, jak nieposłuszeństwo i krnąbrność. Współżycie z innymi staje się coraz trudniejsze, wszyscy z tego powodu cierpią, a stosunki dziecka z rodzicami układają się każdego dnia gorzej. Ta nieustanna huśtawka między silnym przywiązaniem a potrzebą autonomii nie pozostaje bez wpływu na rozwój, struktury mózgu”

Na podstawie „Wszystkie dzieci są zdolne” Gerald Hunter, Uli Hauser.

 

  1. GŁOS KRYTYKA WEWNĘTRZNEGO – tego „Pana” nie muszę przedstawiać…

„Nazywam to „nieswoim głosem” wewnętrznym podszeptem, który wmawia kobiecie (ale i mężczyznom!), że jeszcze nie jest gotowa do wzięcia sterów w swoje ręce, nie ma dostatecznej wiedzy, nie jest wystarczająco dobra, w tym czy tamtym. To głos zwątpienia, głos wewnętrznego krytyka”.

Na podstawie książki „Podejmij wyzwanie” Tara Mohr.

 

  1. PERFEKCJONIZM

„Perfekcjonizm nie jest tym samym co próby osiągnięcia jak najlepszych rezultatów. Nie dotyczy on dobrych dla nas osiągnięć i rozwoju. Jest to przekonanie, że jeżeli będziemy żyć, wyglądać i zachowywać się perfekcyjnie, zmniejszymy do minimum lub nawet unikniemy poczucia winy, bycia osądzanym i wstydu. Jest on tarczą i to potwornie ciężką tarczą, którą myślimy że nas obroni choć tak naprawdę trzyma nas przy ziemi.

Perfekcjonizm to nie to samo co samodoskonalenie. W perfekcjonizmie chodzi o zdobycie akceptacji i poklasku. Większość perfekcjonistów w dzieciństwie chwalono za dobre zachowanie i dobre osiągnięcia (stopnie, maniery, przestrzeganie reguł, schlebianie innym, wygląd, sporty). I gdzieś po drodze uwierzyli oni – na własną zgubę – że są tym co i jak osiągną. Mają oni zadowalać, działać, doskonalić. Zdrowe wysiłki zawsze skupiają się na osobie, która je podejmuje i na tym co może osiągnąć. Perfekcjonizm skupia się na innych i tym co sobie pomyślą.”

Na podstawie: „Dary niedoskonałości” Brene Brown.

(…)

No dobrze.

Dwa, trzy słowa komentarza 😉

Nie wytrzymałam….

Tak jak pisałam, zatrzymaj się i pomyśl przez chwilę, co wnoszą te myśli, cytaty, słowa autorów?

Jeżeli chcesz być jak Roszek, to Twoim zadaniem jest zrobienie (wewnętrznego i osobistego) porządku z …

Z:

Z chęcią zaspokajania potrzeb innych. Z chęcią kierowania się w swoim życiu zewnętrznymi oczekiwaniami. Bo co jeśli powiesz oczekiwaniom i sugestiom innych „nie dziękuję, posłucham się siebie, tym razem …”? Bo mówiąc „nie” innym, powiesz sobie „tak”. Powiesz sobie TAK – dając sobie tym samym przyzwolenie na odrobinę autonomii i odrębności od innych… Zgodzisz się ze mną?

Z tym głosem. Z tym srogim, mocnym, a jednocześnie cichym wewnętrznym głosem podpowiadającym, co raz to „jesteś beznadziejna”, albo „nie dasz rady”, czy też może „nie nadajesz się nawet do sprzedawania pomidorów na rynku” …

Z potrzebą robienia wszystkiego na 100% a może i 101% czy nawet 110%, która odbiera Ci poczucie radości, spełnienia i godności. A co się stanie, gdy zrobisz coś na 92% czy 78%? … Czy po prostu potkniesz się, popełnisz błąd, skręcisz w złą uliczkę? Często nic. Często nic się nie stanie! Albo nic strasznego i dramatycznego. Świat się „nie zawali” …

 

(…)

I jak to powiedziała ostatnio jedna z moich Klientek:

„Marta, najciekawsze jest to, że to JA muszę,

to tylko JA mogę dać sobie

na to wszystko PRZYZWOLENIE.

Tak przyzwolenie! … To o to chodzi!”

(…)

ps. I o PRZYZWOLENIU będzie kolejny wpis …

 


Chcesz być na bieżąco z moim blogiem i podcastami?
Chcesz otrzymywać moje wpisy wprost na skrzynkę mailową?


Zapisz się na mój newslleter. Zostaw swoje imię i adres e-mail.