Kiedy kilka dni temu podzieliłam się na swoim profilu na FB i na Instagramie definicją, tłumaczącą czym jest “słuszny gniew” wiele osób odetchnęło z ulgą, że mogą go czuć. Że właśnie takiej definicji potrzebowali, by uzasadnić swoje reakcje i zachowanie. I to wcale nie dziwi, dlaczego tak bardzo potrzebujemy uzasadnienia.

Każda, każdy z nas doświadczał, w procesie socjalizacji, wielu mitów dotyczących emocji i przeżywania. Począwszy od wpajania nam, że emocje są nieprofesjonalne i osobom dojrzałym nie wypada ich czuć, a co dopiero je okazywać. Poprzez sprowadzenie okazywania emocji do histerii, która jest z jednej strony charakterystyką rozwydrzonych dziewczynek, z drugiej czymś czego powinniśmy się wstydzić. Kończąc na tezie, że złość urodzie szkodzi, a jej pokazywanie jest grzechem. Tak, tak wokół emocji, wrażliwości urosło i ciągle urasta mnóstwo mitów, które z punktu widzenia naszego zdrowia psychicznego są szkodliwe. Szkodliwe, ponieważ emocje w naszym życiu są faktem niezaprzeczalnym, ich odczuwanie jest podstawą człowieczeństwa, a ich przeżywanie, okazywanie i czerpanie z ich mądrości, jest podstawą dobrostanu.

Wracając do słusznego gniewu.

Chcę napisać, że gniew który widzimy na ulicach miast i miasteczek jest uzasadniony. A jak rozumiem ten rodzaj reakcji? Zawsze podbieram się definicją Desmonda Tutu, którą czerpię z w wspaniałej książki “Wielka księga radości”. Brzmi ona tak:

„- Słuszny gniew zazwyczaj nie odnosi się do nas samych.

Dotyczy innych, których zostali pokrzywdzeni, i którym chcemy pomóc.

Reasumując, słuszny gniew jest narzędziem sprawiedliwości, kosą współczucia, a nie reakcją emocjonalną. Choć jego korzenie sięgają pierwotnego pragnienia walki lub ucieczki w celu ochrony tych pośród naszej rodziny lub grupy, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie, jest świadomym działaniem, a nie niepodlegającym kontroli odruchem. Nie odnosi się do wyidealizowanego obrazu, jaki sami sobie stworzyliśmy, ani naszego poczucia wykluczenia, ale wiąże się z odpowiedzialnością na wspólnotę głęboką uprawomocnioną więzią.”

Dlatego teraz słuszny gniew jest jak najbardziej słuszny.

Jest najbardziej adekwatną, a jednocześnie dojrzałą i empatyczną reakcją, jakiej dziś potrzebujemy.

Dlatego teraz powinniśmy go wyrażać i czerpać z niego siłę do zmian.

Ci z nas, którzy przez ostatnie dni protestują nie robią tego tylko dla siebie, by bronić tylko swoje rodziny, swoje prawa. Robią to z empatii dla innych kobiet i ich rodzin – dla znanych i nieznanych koleżanek, sióstr, bratanic, sąsiadek czy kuzynek. Słuszny gniew jest gniewem w imię czegoś – wartości i zasad, które są deptane, a teraz są. I to nie podlega dyskusji.

Owszem możemy ów gniew wyrażać w różny sposób. Jedni robią to protestując i mają do tego prawo. Inni agitując w internecie, jeszcze inni edukując – rozmawiając np. z dziećmi i z młodzieżą o tym co się dzieje. Jeszcze inni tworząc plakaty, piosenki, filmy, czy pisząc wiersze. Internet jest dziś pełen “pięknie” przetransformowanego gniewu – czerpmy z tego ile się da, bo to także wyraz wspólnotowości, której zawsze, ale to zawsze potrzebujemy przeżywając emocje.

To też jest czas kiedy tym bardziej powinniśmy akceptować to, że mamy różnie i w różny sposób możemy wyrażać swój gniew.

Podkreślę, jeżeli czujemy gniew nie musimy, wręcz nie powinniśmy siedzieć cicho. Nie powinniśmy go tłumić, zaprzeczać mu. Gniew potrzebuje reakcji, ruchu, działania, czasem krzyku. Tym bardziej, kiedy jest słuszny. Słuszny, bo dotyczy odbierania fundamentalnych praw i godności.

Jednocześnie chcę podkreślić, że gniew nie równa się agresja, ani przemoc, ani tym bardziej wandalizm. Wiem, że niektórzy mogą posunąć się do takich czynów. Ale też wiem, że są raczej incydentalne. Wielką szkodę robimy sobie i innym, gdy sprowadzamy gniew do przemocy, czy agresji. To nie są tożsame reakcje.

A odnosząc się do słynnego #wypierdalać. Mam poczucie, że dziś “inaczej się nie da” – kobiety muszą pokazać swoje emocje, swoje granice, swoje prawa i swoje wartości w ostry, mocny sposób. Przez wieki byłyśmy miłe – i tego nikt nie słuchał. Przez wieki byłyśmy pogodne, wspierające, dostosowujące i … rozumiejące. I nikt się z nami nie liczył. Została przesunięta o jedna granica za daleko. Teraz czas, na głośne NIE, głośny sprzeciw i stanowczość. Taki sprzeciw i taką stanowczość, którą okazujemy gdy ktoś naruszana naszą przestrzeń. A ciało jest taką świętą przestrzenią. Przestrzenią, której mamy prawo bronić jeszcze mocniej i zawzięcie niż własnych domów.

Dlaczego gniew na twarzach kobiet tak dziwi?

Dlaczego tak zaskakuje?

Dlaczego tak oburza?

Michelle Obama trafnie pisze o tym w książce “Becoming”. Gdy Ciebie nie słuchają podnosisz głos, by Ciebie usłyszeli. Gdy podnosisz głos, mówią Ci, że jesteś histeryczna czy agresywna. Jednym z najbardziej skutecznych sposobów uciszania kobiet jest ocenianie nas jako jędze, niegrzeczne, niewychowane suki. Przepraszam za słowa, ale cytuję… Dlatego teraz nie możemy dać się uciszyć przez stereotypy i utrwalone wzorce. Nie dajmy się próbom sprowadzenia naszego gniewu do histerycznych krzyków wrednych jędz. Ulice są pełne wrażliwych, pięknych, mądrych kobiet, które nie histeryzują tylko mocno, bardzo mocno wykrzykują swoje potrzeby i bronią swoich wartości. Mocno, bo inaczej byłybyśmy zignorowane.

Dlatego jeszcze raz napiszę. Z punktu widzenia psychologii emocji, z punktu widzenia wiedzy o potrzebach reakcje, które obserwujemy są dziś uzasadnione. A równanie gniewu do marginalnej agresji, czy przemocy jest uproszczeniem.

Można zapytać, a dlaczego tak licznie padają dziś “brzydnie” słowa? Wulgaryzmy, przekleństwa są elementem przeżywania emocji. Wykrzykując przekleństwa wykrzykujemy tłumioną energię. Uwalniamy wszystkie połknięte łzy, luzujemy zaciśnięte z bólu żuchwy. Rzekłabym, że nasze ciało potrzebuje tego krzyku, by rozładować kumulowane napięcie. Napięcie kumulowane w procesie wychowania, napięcie odziedziczone po naszych matkach, babciach, prababciach, napięcie spiętrzone przez obostrzenia pandemii.

Kończąc już dodam.

Choć mogę nie zgadzać się ze wszystkimi hasłami, które są wykrzykiwane na ulicach. Choć mogę dystansować się do agresji. Choć może nie podpisuję się pod każdym z postulatów, to popieram słuszny gniew i popieram #strajkkobiet i będę dziś protestować.

Zawsze będę stać po stronie kobiet, wolności wyboru. Zawsze będę stać za obroną praw.

Rozumiem też, że niektóre kobiety wybierają inną drogę, bo na tym polega wolność wyboru.

Moje hasło, które wypisałam na transparencie to: “myślę, czuję, decyduję” i wierzę, że każda kobieta ma do tego prawo.

To będę dziś krzyczeć!

Idę na protest. Kropka.

X