Jestem jak kintsugi

Jestem jak kintsugi

Wiele osób zadaje mi pytania:

… skąd czerpię siłę dziś, teraz w czasie pandemii?

… skąd czerpię spokój i energię do działania?

I nie ukrywam, że nie jest to dla mnie łatwe pytanie bo sama jestem zaskoczona tym, że potrafię utrzymać nadzieję, potrafię utrzymać spokój, potrafię mieć w sobie zaufanie do tego, że „będzie dobrze”. Bo będzie! Oczywiście doświadczam różnych emocji. Złoszczę się na dzieci i męża (bo kto się nie złości), boję o bliskich, smucę brakiem możliwości prowadzenia sesji i warsztatów „na żywo”, tęsknię za przyjaciółmi, czuję bezradność, gdy czytam o kiepskim zaopatrzeniu szpitali, czy płonącej Parku Narodowym Biebrzy. Ale jestem spokojna i pełna nadziei. Wierzę, że będzie dobrze. Bo będzie! I mam dużo sił. A skąd? Hmmyy..

Z jednej strony mogę odpowiedzieć sobie, Ci, Wam na te pytanie korzystając z teorii psychologicznej, mogę opowiedzieć o odporności psychicznej. Ale tego nie zrobię, a za to odeślę Ciebie do świetnego podcastu w tym temacie, który znajdziecie TU. A który już w czasie pandemii nagrałam z Sylwią Rybak.

 

Z drugiej mogę opowiedzieć Ci o sobie.

A powiem  Ci, że jestem sumą kryzysów, mniejszych i większych. Te kryzysy (choroba Mamy, śmierć obojga Rodziców, a potem Dziadków, diagnoza Syna, akceptacja różnych trudności związanych z Zespołem Aspergera, odejście z firmy którą tworzyłam przez lata) tłukły mnie na drobne kawałki, przygniatały siłą, targały na wszystkie strony. Doświadczałam tych kryzysów, ale jestem i żyję. Jak pisze Thomas Navarro w swojej książce pt. „Kintsugi” „Kwintesencją życia jest jego doświadczanie. Tak żyć, nie oznacza tego samego, co „byle przetrwać”. Pomiędzy tymi dwoma określeniami jest wyraźna różnica.”  Ten sam autor pisze też „życie jest zarezerwowane dla odważnych. (…) Dlatego nie bój się działać, obawiając się zranienia. Twoje ciało jest przystosowane do gojenia ran, potrafią to robić także Twój umysł i emocje”. I tak jest! Oj tak.

Kilka dni temu obudziłam się z myślą, że już wiem po, co były te wszystkie mniejsze i większe tragedie w moim życiu. A były po to, bym była silniejsza, bym nauczyła się z nich powstawać. Właśnie w słowie „powstawać” jest zapisana magia i największy sens kryzysów. Czas bowiem zaakceptować fakt, że kryzysy nas powalą, przeczołgają, zmogą … ale zawsze możemy po nich powstawać. Zawsze. Powstawanie jest opcją, mądrą odpowiedzią na kryzys. Jak często mówi w wywiadach Martyna Wojciechowska „póki żyjemy wszystko jest OK”.

Coraz częściej przychodzi mi myśl, że jestem jak misa uratowana, sklejona metodą kitnsugi. Wiesz na czym polega na sztuka? Bo jest to nazywane sztuką. Jest to sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki poprzez łączenie stłuczonych kawałków laką, połączoną z srebrem, czy złotem. To sztuka uszlachetniania tego, co zostało naruszone. To sztuka nadawania nowego sensu temu, co wydawało się już tego sensu pozbawione ….

I oczywiście mój wewnętrzny krytyk, jak tylko użyłam słów “złoto”, czy “srebro” zaczął zaprzeczać temu, że „moja życiowa misa” nie jest posklejana złotem, może jest raczej „na ślinę, czy gumę do żucia”. Już ten krytyk – “wredulec” się ze mną droczy, że złoto jest zbyt drogie, zbyt szlachetne, a Ja – Marta nie zasługuję na to by tak o sobie myśleć, mówić. Ale szach mat – potrafię go uciszyć i docenić siebie. A co! Sklejam się złotem, srebrem bo na to zasługuję. Jestem wystarczająca! Jestem #boskaPolkowska <3 Nie ja wymyśliłam ten hashtag 🙂

 

Problem z tym “złotem” jest tylko taki, że każda z nas, każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie, co jest “moim złotem”? 

Co mnie teraz skleja?

Co mnie teraz trzyma w całości?

Co mi pomaga się na nowo poukładać, teraz w czasie kryzysu? 

Co mi pomaga nadać sobie sens, nadać sens zmianom których wszyscy doświadczamy?

 

Pobądź z tymi pytaniami. Nie bój się ich. Poszukaj w sobie odpowiedzi. Poszukaj wokół siebie. Warto …

 .

Jeżeli sobie myślisz, „Kurka Marta to ma dobrze, że przeżyła tyle kryzysów i DZIŚ wie, jak sobie z nim radzić”.

To po pierwsze daj sobie prawo do takiego myślenia i przyjrzyj się głębiej, co za tą refleksją stoi. Jaka potrzeba, jaka myśl o sobie. Wiesz mi, nie ma czego zazdrościć. A po drugie zadaj sobie pytanie, „A może TEN kryzys, ten czas pandemii i izolacji jest właśnie TYM kryzysem, który będzie moim kintsugi?”. Pomyśl … „A może „to jak” przejdę TEN kryzys będzie moim złotem, który poskleja mnie na nowo i uszlachetni?”.

I tak jak nikomu nigdy, przenigdy nie życzę kryzysów. Tak też wiem, że one się przydarzają, po prostu przychodzą, wpadają w nasze życie robiąc zawieruchę. Choć nikt ich nie zapraszał … Nikt się z nami na nie, nie umawiał. I z jednej strony można z nimi walczyć, można się z nimi spierać, albo można je przyjąć, uznać. Pozwolić im się rozgościć i przyjąć zaproszenie, jakie przynoszą. A czasem przynoszą zaproszenie do własnej zmiany i rozwoju, który może być odpowiedzią na ten kryzys.

 .

Mój sposób na kryzys w „trzech” punktach, a nie w trzystu stronach.

Moje wskazówki w poszukiwaniu własnego złota, to sklejenia potłuczonej misy … 

  • Przeżyj go, nie tłum go. Przeżyj – płacz, krzycz, rozmawiaj o nim. Daj mu wybrzmieć! Jeżeli jeszcze nie czytałaś, nie czytałeś wpisu o “Zarządzaniu emocjami, po ludzku”, to zapraszam do lektury. Jest w nim duuuuuużo wskazówek o przeżywaniu emocji 🙂
  • Weź za niego odpowiedzialność, czyli po swojemu odpowiedz na ten kryzys. Może ten kryzys, może ta izolacja, może to spowolnienie … to wiadomość, której trzeba wysłuchać. Może to wiadomość, na którą trzeba odpowiedzieć. Ale na pewno, to nie wiadomość, na którą trzeba się wściekać i tracić energię na teorie spiskowe i szukanie winnych.
  • Bądź dla siebie wyrozumiała, wyrozumiały. Nie dowalaj sobie wmówić, że „nie radzisz sobie”, że „inni radzą sobie lepiej”. Wspieraj siebie z duuuużą dawką życzliwości. Teraz w czasie pandemii perfekcjonizmowi mówimy NIE!
  • Dbaj o ciało. Dbaj o siebie. Będąc zmęczoną, będąc wyczerpanym nie zwojujesz świata. Myśl o tym, z jaką energię chcesz wejść w ten czas po kryzysie, po pandemii? Teraz musimy mądrze zarządzać sobą, swoimi emocjami, swoją wytrzymałość, by starczyło sił na to, co będzie się działo wtedy, gdy wypuszczą nas z domów.
  • Pielęgnuj wartości, które są dla ciebie ważne. Ależ to jest mocny punkt, tak wiem wymaga rozwinięcia. Dlatego już piszę, że w miniony weekend nagrywałam podcast z pewną Agnieszką, która opowiedziała, jak bycie wierną wartościom „współpraca” i „działanie” pomogło jej przetrwać ten czas pandemii. I podpowiem, WARTOŚCI – bycie wierną, wiernym WARTOŚCIOM – pomimo tego, co się dzieje, pomimo lęku którego doświadczamy … tu jest złoto ukryte <3
  • Ale jednocześnie trzymaj się swoich marzeń, swoich celów. Może nie wszystkie w trakcie kryzysu da się zrealizować, ale próbuj zwinnie. Zwinnie, czyli dostosowując się do zmieniających się warunków. Zwinnie, czyli dając sobie czas na błędy, na poprawki, na eksperymentowanie. O tym też rozmawiałam z „tą Agnieszką” – podcast będzie niebawem.
  • Miej towarzysza, miej towarzyszkę. Kryzysy ciężko pokonuje się samodzielnie. Tak jak „do wychowania dzieci potrzebna jest cała wioska” (tak kiedyś usłyszałam!). Tak samo do przejścia przez kryzys potrzebujemy nawet dwie! Nie bój się prosić o pomoc. Nie bój się konsultować. Nie bój się przyznawać do błędów. Nie bój się wspólnego szukania rozwiązań. Ja widzę, osobiście obserwuję, że w prawdziwych, autentycznych relacjach jest dziś kopalnia złota … 
  • Miej mentora, mentorkę, albo taką duchową, albo taką „na żywo”. Moimi mentorkami na ten czas są Mama i Babcia Jasia. Ja pierdziu, jakie to były silne i mądre kobiety. Codzienni budzę się z myślą, że jeżeli moja Babcia przeżyła wojnę, to ja przeżyję narodową kwarantannę. I choć obie już nie żyją, to codziennie gotując rosół dla moich Synów myślę o tym, co by mi dziś poradziły zrobić. Wiem! Poradziły, by żyć, cieszyć z tego co się da, być w relacji z ludźmi i być przyzwoitą, prosić o pomoc, działać po swojemu i nie zapominać o tym, że jestem kobietą 🙂
  • Szukaj sensu. Szukaj odpowiedzi na pytanie, czego Ciebie ten kryzys uczy? Do poznania czego, o sobie, o świecie … Ciebie zaprasza? Albo pobądź z myślą „opowieścią, o czym jest ten kryzys?”. W tych pytaniach też możesz odnaleźć wspomniane wcześniej złoto, które sklei Twoją misę …
  • Daj sobie czas. „Wszystko mija nawet najdłuższa żmija”. Każdy kryzys ma swój początek i ma swój koniec. Ale nie możesz oczekiwać od siebie, że jeżeli decyzje o izolacji społecznej zostały wdrożone w czwartek, Ty w już w piątek będziesz działać sprawnie i efektywnie. Daj sobie czas na to, by czas uleczył rany i wyciszył różne emocje. Brak cierpliwości w kryzysach nie pomaga. Pomaga wyrozumiałość i zgoda na to, co przeżywamy. 

I jeszcze na koniec napisałam Wam, że dzięki różnym kryzysom stałam się silna, ale to nie wyklucza bycia słabą i pozwalania sobie na słabość. Wręcz dodam, że stawanie się silną sprawiło, że nauczyłam się akceptować i doceniać, a przede wszystkim szanować chwile słabości i wrażliwości. A mądre opiekowanie się sobą, w chwili trudności pozwala mi … być silniejszą. Oto cała filozofia 🙂  Zapraszam Ciebie do inspirującego wpisu w tym temacie.

I tak sobie myślę – A może warto bym zrobiła #livepolkowskiej na ten temat?

Jeżeli tak napisz do mnie tylko słowo „chcę #livepolkowskiej” albo „rób”, a ja go zaplanuję!

Chętnie opowiem więcej o tym, jak osoby silne psychicznie radzą sobie z przeciwnościami, trudami, kryzysami.

 

A!

Koniecznie zajrzyj też na podstronę PODCASTY, na której znajdziesz kilka świetnych rozmów, które poprowadziłam w ostatnim czasie.  Jest tam wspomniana rozmowa o odporności psychicznej ( z Sylwią Rybak), ale też rozmowa o zmianach i wspomnianych kartach (z Asią Grelą), ale też rozmowa o przywództwie, w którym jest miejsce na emocje (z Pawłem Soluchem). Zaglądaj, słuchaj, a jak rozmowy Ci się spodobają puszczaj ją w świat! Będę Ci za to wdzięczna #jakniewiemco <3

 

Jeżeli chcesz udostępnić wpis komuś bliskiemu, jeżeli chcesz na niego odpowiedzieć – śmiało! Bądźmy w kontakcie, trzymajmy się razem. No i duuuuużoooo zdrowia!

 

Ps. Karta, z misą kitsungi pochodzi z mojego autorskiego zestawu kart „Ludzki Rozwój – Ludzka Zmiana”, który wydałam właśnie teraz, w czasie pandemii, a pracowałam nad nim ponad rok. Ależ czas na premierę? Wiem, specyficzny. Więcej o tych kartach znajdziesz tutaj. A jeżeli chcesz o coś dopytać, śmiała pisz, śmiało dzwoń. Chętnie Ci o nich opowiem.

 

Przytul się

Przytul się

Dziś jest Dzień Przytulania.
Podobno przytulanie nam służy. Podobno koi nerwy i zmniejsza napięcie. Daje poczucie przynależności i zmniejsza poczucie osamotnienia. Redukuje stres. Przytulanie to samo zdrowie!
A gdyby tak, zamiast przytulać się do bliskich – męża, żony, partnerów, rodziców, dzieci, przyjaciółki, czy kota … przytulić się do siebie.
Tak do SIEBIE!

Cały wpis dostępny na facebook:

https://www.facebook.com/ManufakturaRozwoju/photos/a.342421989226115/1428571183944518/?type=3&theater

Zaproś pozytywność do siebie …

Zaproś pozytywność do siebie …

Wstyd się przyznać. Tak wstyd, ale tę książkę dostałam od Kasi (a dokładniej Kasi Bogusz – Przybylskiej > autorki tej książki, jak i bloga www.babskietabu.pl) już na początku tego roku. Kilka razy wracałam do niej. Czytałam jedno, dwa pytania … ale zawsze brakowało mi czasu na zatrzymanie się, refleksję, a co dopiero chwilę pracy z tą pozycją. Tak, tak – rok szkolny to dla mnie wyjątkowy czas. Wyjątkowo ciężki, męczący i nie zapraszający do tego, by mieć czas na to wszystko, co dla mnie dobre i czego potrzebuję. Nawet jak „zawodowo” wszystko sobie świetnie zaplanuję i ogarnę, to w szkole, czy w domu zadzieje się coś, co sprawi, że część planów trafi przysłowiowy szlag. I tak było z tą książką. Długo na mnie czekała. A kolejne miesiące roku szkolnego 2016 / 2017 pędziły jak szalone.

Aż zaczęły się wakacje. W końcu! Aż przyszedł lipiec. Mam czas. Mam czas!! Mam przestrzeń. Mam też co prawda ganiające wokoło dzieci… ale mam tych chwil dla siebie znacznie więcej niż w domu.

Zatrzymałam się i czytam. A nawet nie czytam, tylko pracuję z „Pozytywnikiem”, bo jak zobaczysz na zdjęciach poniżej, jest to książka nie tyle do czytania, co do myślenia, pisania i rysowania. Ta książka to pytania. TYLKO PYTANIA!! Ta książka to dokładnie 366 pytań, które zatrzymują czytelnika, by ten poszukał tego co pozytywne w jego życiu już JEST, albo czego pozytywnego w swoim życiu POTRZEBUJE.

Jakie są te pytania? Jako coach, czyli ktoś kto ciągle „pracuje pytaniami” muszę przyznać, że są bardzo fajne, mądre, ciekawskie. Są też inspirujące. Trafiają w sedno. Czasem drażnią. Często nie są łatwe, ale oto chodzi…

Oto moich dziesięć ulubionych pytań, przynajmniej na dziś:

„Wypisz 20 korzyści, które płyną z niedoskonałości”

„Co w Twoim życiu świeci najjaśniej?”

„Czego możesz się nauczyć od samej siebie”

„Co najczęściej czuje Twoje wewnętrzne dziecko”

„Jaka jesteś, gdy nikt nie patrzy”

„Narysuj siebie jako figurę geometryczną”

„Opisz siebie w 3 słowach”

„Narysuj czym jest dla Ciebie szczerość”

„Narysuj 3 najważniejsze lekcje, jakie podarowali Ci rodzicie”

„Ile kalorii ostatnio kupiłaś?”

I mili Państwo. To tylko 10 pytań, a przypominam, że książka składa się z 366. Jest z czym pracować. Jest z czego wybierać. Na czym się zatrzymać …



 

 

 

 

 

 

 

Ale tak szczerze. Pewnie chcecie zadać mi pytanie, czy polecam tę książkę?

Tak! Z pełną odpowiedzialnością polecam!

Oto sześć, moich osobistych i subiektywnych powodów, dla których warto wyposażyć się w „Pozytywnik”. Wyposażyć i z nim pracować, oczywiście:

  1. Po pierwsze. Książka jest tak skonstruowana, by codziennie, na oddzielnej stronie czytelnik mógł zatrzymać się na jednym pytaniu i udzielić na nie osobistej, refleksyjnej odpowiedzi. Rachunek jest prosty. Jedno pytanie = jeden dzień. Skorzystanie z tego rytmu może być okazją do utrwalenia codziennej praktyki pracy ze sobą i dla siebie. Tak jak myjemy zęby przed snem i ustawiamy budzik, bądź pijemy poranną kawę, tak codziennie możemy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie. Tak jedno – ale szczerze i dokładnie. Z uważnością, a nie byle jak … Dla siebie!
  2. Po drugie. Książka ta daje okazję do trenowania „wdzięczności”. Tak przynajmniej ta książka zadziałała na mnie. Wdzięczność to praktyka poznawcza polegająca na dziękowaniu, byciu wdzięcznym za to co mamy, co doświadczamy. Zamiast ciągłego „katowania się” za to, czego nie mamy, czego nam brakuje. Za co ja zaczęłam być wdzięczna, dzięki pracy z tą książką? Za co? Na przykład za osoby, które mogę z przyjemnością podziwiać – dziękuję, że spotkałam je na swojej drodze. Za to, że mam przy kim i z kim czuć się bezpiecznie. Za to, że stałam się taką osobą, jaką chciałam być w dzieciństwie. Fajnie mieć tego świadomość. Za decyzje, które podjęłam przez ostatni rok. I co warto podkreślić – Ty pracując z tą książką możesz być wdzięczny za coś zupełnie innego, wyjątkowego dla Ciebie.
  3. Po trzecie – wielką wartością tej książki jest to, że możesz po niej pisać. Tak! Pisać. Pisać, notować, zatrzymywać ważne myśli. Do tego ona służy. Ale co bardzo ważne i ciekawe to to, że część pytań, zadań wymaga od Ciebie narysowania odpowiedzi.  A rysowanie to aktywność wymagająca uruchomienia innych część mózgu, niż pisanie. Rysując sięgamy do takich wniosków, odkryć do których na co dzień nie mamy dostępu, bo przecież dziś, będąc dorosłym bardzo rzadko rysujemy …Rysowanie jest twórcze i już. Pozwala zastąpić słowa, ulubione określenia, obrazami, które otwierają na „nowe”. A ponieważ rysujesz dla siebie, w swoim „Pozytywniku” to nie ma szans na krytykę, lęk przed oceną innych, co jest miłe i uwalniające. Co ma szansę być bardziej odkrywcze!
  4. Po czwarte, pytania, które zawarte są w „Pozytywniku” dotyczą trzech perspektyw czasowych. Autorzy zatrzymują nas przy refleksji nad tym, jak jest TERAZ. Zapraszają też do PRZYSZŁÓŚCI – inspirując do tego, by nazwać to czego potrzebujemy, za czym tęsknimy. Ale pojawiają się też pytania o to, CO BYŁO – w szczególności pytając o dzieciństwo, czy rodzinę z której się wywodzimy. Dotykanie tych trzech perspektyw wzbogaca refleksję o sobie.  Zachęca do planowania przyszłości. Ale też „puszczenia”, czy docenienia „przeszłości”.
  5. Po piąte „Pozytywnik” jest dla duszy i ciała. Adam Adamek, drugi autor tej książki jest dietetykiem, zna się na żywieniu. Wie co dobre dla ciała, a czego powinniśmy unikać, by zatroszczyć się o siebie. Dlatego wśród pytań o duszę są w „Pozytywniku” pytania o ciało, zachęcające do tego , by właśnie o ciało zadbać. Zgodnie z hasłem „w zdrowym ciele, zdrowy duch” – warto!
  6. I po szóste, część pytań jest naprawdę zakręconych i wybijających z schematu. Mój Roch powiedziałby nawet, że hardcorowych. Takim pytaniem jest na przykład „Gdzie leży Madera i z jakich owoców słynie?”. I choć wiem, gdzie leży Madera. I choć bardzo żałuję, że kiedyś już prawie na nią poleciałam, ale się nie udało. I choć ciągle zazdroszczę mojemu mężowi, że On już tam był (z pracy…) – to nie wiedziałam z jakich owoców Madera słynie. Inne hardcorowe pytania to np. „Czy wiesz po co masz tarczycę?” albo „Ile kalorii ma jabłko?”. Tak te hardcorowe pytania zmuszają do poszukania wiedzy. I wierz mi wszystkie pytania o tarczycę, wątrobę i kalorie, są warte tych poszukiwań …

Także polecam tę książkę bardzo. Dla siebie. Na prezent. Dla  każdej kobiety – małej i dużej. Dla Mamy, Córki, Siostry, Przyjaciółki, Sąsiadki i Teściowej, bo ta książka jest w szczególności dedykowana kobietom…

 

***KONKURS ***

Tak jak wspomniałam książkę „Pozytywnik” dostałam w prezencie od autorki. I choć nie mam zwyczaju oddawać prezentów, a wręcz uważam to za pewien nietakt, tak tym razem stwierdziłam, że zrobię inaczej. Jedną z moich  zasada życiowych jest zasada „podaj dalej” – lubię podawać dalej wiedzę, umiejętności, które posiadam. Lubię „podawać dalej” refleksję, mądre myśli, ważne i trudne pytania, inspirujące historie … Stwierdziłam więc, że „podam dalej” tę książkę.

Stwierdziłam, że poprzez konkurs przekażę tę książkę w kolejne ręce, by inną osobą urzekła swoją pozytywną siłą. Dlatego na wszystkie pytania z „Pozytywnika” odpowiadałam w moim osobistym notatniku nie naruszając tym samym mojego egzemplarza, by ten w ręce kolejnej osoby trafił w nienaruszonym stanie. Pojawił się tylko jeden problem. Okazało się, że Kasia zostawiła w nim dedykację. Ale dedykację „tylko” dla Marty – bez nazwiska – i jak to powiedział mój mąż „Tak, ta dedykacja spodoba się każdej Marcie :-)”.

Także ten … Także konkurs jest przede wszystkim dla:

  • Mart!
  • Tych, którzy znają jakąś Martę i chcą ją tą książką obdarować! Dedykacja od autorów będzie wtedy miłym „dodatkiem”.
  • Tych wszystkich, którym dedykacja „Dla Marty” nie będzie przeszkadzać, a co najwyżej da okazję do miłego wspomnienia mnie, czy innej Marty!

JAKIE SĄ ZASADY TEGO KONKURSU?

  1. Tutaj, bądź pod postem konkursowym na moim funpagu na Facebooku napisz odpowiedź na następujące pytanie / pytania:

W jaki sposób „Pozytywnik” może wzbogacić Twoje życie?

Co może Ci dać?

Dlaczego Ty go potrzebujesz?

  1. Na Wasze odpowiedzi czekam przez tydzień, czyli do środy 2 sierpnia do godziny 24.00.
  2. Będzie mi też miło, jeżeli konkursowy post z funpagu na Facebooku udostępnisz  także na swoim profilu.
  3. Wśród Waszych odpowiedzi wybiorę najciekawszą i ta osoba otrzyma książkę, a także coś ode mnie. A co? A moje żółte naklejki, z #nażyć oczywiście!!
  4. Nagrodę wyślę pocztą.

To co, zagrasz? Zapraszam do udzielania odpowiedzi!

Ba! Czekam na nie!!

 


 

Ps. A jeżeli już dziś chcesz zakupić tę książkę, to zaglądaj na stronę Kasi www.babskietabu.pl,

a tam w sklepie znajdziesz ją na pewno. Sprawdziłam, jest!

 

X