Podróż bohaterki

Podróż bohaterki

Mauren Murdock w książce „Podróż bohaterki” pisze tak…

„Kobieta, która nie doświadczyła wystarczającego zainteresowania ze strony ojca, skazana jest często na stworzenie swojej wewnętrznej męskiej postaci – chciwego tyrana, dla którego ta kobieta nigdy nie będzie wystarczająca, który będzie wiecznie pchać ją naprzód, wołając «bardziej, lepiej, szybciej» i nie pozwoli jej uznać ani potrzeby bycia kochaną, ani jej potrzeby odpoczynku” .

To jeden z tych cytatów, z którego często korzystam podczas warsztatów #bebraveplaybrave które będę prowadzić od jutra w @talariaspa ❤️

Spotkam się tu z dziewięcioma kobietami z całej, calutkiej Polski, które przyjadą tu by uczuć się czułej odwagi.

Nie dzielności.
Nie tego, jak przekraczać swoje granice.
Nie tego, by więcej za*%”*przać.
Nie tego, jak być suką … a z taką opinią się na moich warsztatach spotkałam.

Będziemy się tu uczyć ufać sobie, dawać sobie wsparcie i oparcie, kiedy tego potrzebujemy. By z świadomości siebie czerpać moc do kolejnych odważnych wyzwań.

A „chciwym tyranom” powiemy głośne „STOP”
i głośne „NIE”!!!

…by „szybciej, więcej i mocniej” nie było jedyną narracją naszych historii.

Mój „chciwy tyran” zamilkł z wrażenia, gdy w ramach przygotowań do warsztatu poszłam na masaż.
Cieszę się, że już go nie słucham!
Życzę Wam, by i Wasi zamilkli🤟

Nie miałam wizji, ani biznesplanu

Nie miałam wizji, ani biznesplanu

31 października minęło 14 lat od dnia, gdy założyłam moją działalność – Manufaktura Rozwoju. Lał deszcz, było ponuro a Pani w urzędzie patrzyła na mnie krzywo, gdy uzupełniając dokumenty karmiłam piersią tego gościa dziś stojącego obok mnie, który wtedy miał kilka miesięcy.

Nie miałam wizji, ani biznesplanu.
Nie miałam pomysłów na budowanie marki.
Chciałam tylko przeżyć.
Chciałam pracować i być niezależna finansowo.
Nie nadawałam się na bezpieczny etat, bo Syn był prawie nieodkładalny. Był rok 2008 więc zaczynał się kryzys ekonomiczny, który zmiatał moją branżę. Czułam, że muszę się ratować. Nie było dla mnie miejsca w firmie, w której pracowałam do samego porodu. Czy ktoś to docenił? No nie za bardzo.

Nie miałam też wzorców przedsiębiorczych kobiet w rodzinie. Nadal jestem jedyną kobietą z własną firmą przy świątecznym stole w naszych rodzinach. I nadal mało kto to rozumie.

A jednak przetrwałam.
Jestem tu gdzie jestem dzięki ciężkiej pracy, zaangażowaniu, uczeniu się i odwadze.
I wsparciu Męża ❤️
Wizja z czasem przyszła.

Za mną mnóstwo porażek i chwil zwątpienia. Jeszcze więcej nieprzespanych nocy i wyrzeczeń. I okazji do tego, by wyjść przed szereg, „wychylić się”, mówić o sobie głośno, choć byłam uczona siedzenia cicho i czekania aż mnie zauważą…
Tego wszystkiego nauczyłam się na moich arenach.
Krok po kroczku.
Często sama, choć nie samotnie.
Przez te 14 lat na chwilę zawiesiłam Manufakturę, ale prowadziłam też ze wspólniczkami inną firmę.

Dziś jestem z siebie dumna.
I choć niełatwo nam kobietom jest przyznawać się dumy to zrobię to dla siebie i dla Ciebie.
Może i Ty zapomniałaś o tej emocji?
Może Ty myślisz, że osiągnęłaś za mało by „się chwalić?” Pochwal się, bo tylko Ty znasz swoją drogę 💪 To nie jest chwalipięctwo. To uznanie swojego zaangażowania.

Może i Ty zaczynałaś lub właśnie zaczynasz prowadzić firmę z miejsca „czarnej du*^*py” i potrzebujesz poznać moje kulisy, by uwierzyć że i Ci się uda.
Że możesz śmiało próbować, skoro i ja próbowałam…
Próbuj!
Trzymam za Ciebie kciuki!
Dzieci rosną, czasu na pracę i wolności jest więcej. Wizja kiedyś się skrystalizuje.
.
.
Są tu jakieś przedsiębiorcze kobiety?

Kiedyś byłam mistrzynią dzielności…

Kiedyś byłam mistrzynią dzielności…

„Kiedyś byłam mistrzynią dzielności
– nazywanej przeze mnie „forsującą odwagą”, ślepej, gubiącej mnie dzielności.

Odwagi opartej na zaprzeczaniu temu, że się boję, zamrażaniu i ukrywaniu swoich obaw i niepewności.
Forsująca odwaga była tak naprawdę formą przemocy (!!!), jakiej dopuszczałam się wobec siebie.
Owszem, byłam wtedy odważna,
ale nie byłam uważna na siebie.
Ten rodzaj forsującej odwagi, ślepej dzielności nie miał nic wspólnego z wartościami, a bardzo dużo wspólnego z samotnością. Forsująca odwaga czasem zmusza
nas do walenia głową w mur, bez zauważania siniaków i ran. Tymczasem są w naszym życiu takie momenty, kiedy trzeba odpuścić, przestać cisnąć na
siłę i zauważyć siebie. Niektóre rozwiązania nie wymagają siły, ostrej szarży naszych działań.
Czasem myślę, ile straciłam przez tę forsującą odwagę.

A ty co mogłaś stracić?
Na pewno się wtedy nie nażywałam, na pewno byłam bardziej samotna. Forsująca odwaga nie dopuszczała przyjmowania pomocy, a tym bardziej proszenia o nią. Na pewno ucierpiało moje ciało.
Bo kto by się nim przejmował, kto by o nie dbał, gdy słychać wezwanie do działania.
Nie rób tego sobie. Nie rób tego już więcej.
Bój się i rób, ale z czułością, uważnością na siebie,
a nie z zaciśniętymi zębami.”

To fragment mojej książki #nażyćsię, który z ciarkami w ciele i drżącym głosem czytałam Uczestniczkom warsztatów & programu rozwojowego #bebraveplaybrave który ruszył w ten weekend.

To był mocny, szczery, odsłaniający czas.
Czas zapraszający do tego, by powiedzieć głośno, że już nie chcemy się zmuszać, przyciskać, popychać by spełniać oczekiwania innych, bądź te które narzucamy sobie same. A robimy to sobie. Ku&(*wa ciągle! Ciągle gonimy za miarami sukcesu, które niekoniecznie są nasze. Gonimy i zapominamy o sobie.
Ale już będziemy pamiętać!
Obiecałyśmy to sobie ❤️
.

🫶 Kolejna edycja pełnego programu rusza oczywiście w @talariaspa 31 marca 2023!
🫶 Ale możemy spotkać się wcześniej 03 grudnia w @mywykno na warsztatach jezdniowych. Ostatnie wolne miejsca!!!

Płacz, kiedy potrzebujesz

Płacz, kiedy potrzebujesz

„Czasami boimy się przestać płakać, opłakiwać bliskich ze strachu, że
z ostatnią osuszoną łzą zniknie pamięć o nich. Ze strachu, że wybierając
przyszłość, zdradzimy tych, którzy byli przy nas w przeszłości.
Ale to nieprawda.
Nawet gdy łzy wyschną, pamięć zostanie. Wybranie życia, wybieranie
#nażyćsię nie jest zdradą tych, których opłakiwaliśmy, wręcz przeciwnie –
może być realizacją ich testamentu.
Nikt z naszych bliskich prawdopodobnie
nie chciałby, byśmy utknęli w żałobie po nich, żyli w niej przez resztę życia.
Bliscy, ci naprawdę bliscy, życzą nam życia – jestem tego pewna, tak to
czuję.
A jeżeli mieliby inny plan na naszą przyszłość bez nich, to nie wiem,
czy powinniśmy ten plan realizować, a ich pamięć czcić.
Ci, którzy nas kochają, powinni nam życzyć, by żałoba przeżyta w bólu i w łzach była dla nas przejściem do jeszcze lepszego życia, a nie jego końcem.”
.
.
Płacz kiedy potrzebujesz.
Płacz i przeżywaj, bo tym jest przechodzenie przez żałobę.
Ale daj sobie prawo, by przestać płakać.
By wybrać życie.
Żyj i nażywaj się, bo po to jest życie.
Nażywanie się życiem nie jest zdradą bliskich, którzy odeszli. To akt doceniania tego, że żyjemy i uszanowania tej chwili, która jest nam dana. Tu i teraz dwa razy się nie zdarza…

Przytulam dziś siebie 🖤
Przytulam Was wszystkich po stratach.

By już nigdy nie zapomnieć…

By już nigdy nie zapomnieć…

By pamiętać.
By już nigdy nie zapomnieć.
Nie zapomnieć o sobie.
Sobie.
O byciu wierną sobie.
Bo to bycie wierną sobie zaprowadziło mnie na tę plażę, do tego miejsca w życiu.
Nażywam się.
Jestem żywa.
Ale najwspanialsze jest to, że jestem tu z innymi kobietami, by towarzyszyć im w pamiętaniu o sobie.
.
.
.
Autoportret pełen czułości dla siebie ❤️
Bez okularów.
Poznajecie mnie?

Easysoftonic