GRANICE.

GRANICE.

Prowadziłam dziś kolejne warsztaty w ramach mojego autorskiego programu coachingowego „od-BUDUJ swoją siłę psychiczną” i miałyśmy dziś spotkanie w temacie emocji, potrzeb i granic.

I jedna Uczestniczka powiedziała …

„Wolę nie stawiać granic, niż stawiać siebie w sytuacji ich stawiania”.

 

Tak.
Wiem.
Stawianie granic jest trudne.
Nikt nas tego nie uczył.

Nas kobiet, nas dziewczynek. Raczej byłyśmy uczone tego, że mamy się godzić na naruszanie naszych granic, albo wybaczać tym którzy to robią. Byłyśmy raczej uczone tego, by dbać o potrzeby innych, niż być uważne na swoje. Byłyśmy raczej uczone przepraszania, niż proszenia czy też oczekiwania.
Tak.
Ale ciągle możemy się nauczyć …

Nauczyć tego, by:
⭐ uważnie rozpoznawać swoje potrzeby,
⭐ szanować je,
⭐ wyznaczać granice,
⭐ śmiało mówić o nich, śmiało i bez poczucia winy, czy też przepraszania, czy przymilania.
Możemy nauczyć się tego, by wyznaczać innym granice tego, co jest dla nas OK, a co nie jest OK i być w tym elastyczne i zmienne. Możemy!

Patrzyłam wczoraj na morze i myślałam, „ha, morze to potrafi!”.

Morze potrafi określić linię gdzie sięga, a gdzie nie – gdzie są jego granice. Raz jest wzburzone i nikt z nim nie dyskutuje, raz spokojne i nikogo to nie dziwi.
Morze potrafi przesuwać swoje granice, płynnie z przypływu na odpływ. Potrafi i każdy to rozumie. Podchodzimy do niego uważnie, chcąc czy nie chcąc się zamoczyć, ale z zaufaniem, że to ono najlepiej wie, kiedy falą i pluśnięciem wody pokarze nam kto rządzi.

Kobiety!
Bądźmy jak morze, uczmy się od niego!
Zostawiam Wam to zdjęcie, jako piękny obraz stopniowania granic od wody, przez kamienie, przez mokry piach, aż po ten suchy. Widzicie te stopnie? Wierzę, że tak. Pomyślcie o Waszych granicach.

PS. A kolejna edycja programu „od-BUDUJ swoją siłę psychiczną” ruszy w listopadzie 2021r. Już teraz zapraszam – wszystkie szczegóły znajdziesz TU.

 

Być silną. Silną psychicznie.

Być silną. Silną psychicznie.

Nikt mnie nie uczył tego, jak być silną & odporną psychiczną.

A Ciebie?

Nikt mi nie powiedział, jak radzić sobie ze stresem, z wyzwaniami i porażkami. Za to w domu słyszałam, że mam być „dzielną lwicą”. Za to w pierwszej pracy słyszałam, że mam „działać jak ruski czołg”, który jedzie i robi swoi bez zająknięcia, nawet na resztkach paliwa. Znasz to?

Przez większość życia wierzyłam, że „to co mnie nie zabije to mnie wzmocni” i z zamkniętymi oczami, na bezdechu, z ściśniętym od lęku brzuchem, często samotnie i na resztkach sił wchodziłam w kolejne wyzwania osobiste i zawodowe, nie zważając na koszty.
Dopiero zderzenie z mocnymi wyzwaniami, takimi jak śmierć drugiego rodzica, diagnoza syna, ostre zmiany zawodowe i bolesne rozstania uświadomiły mi, jak niemądrze podchodziłam do swojej odporności psychicznej i wrażliwości. Te doświadczenia pokazały mi, że odporność nie polega, na zaprzeczaniu emocjom i udawaniu że ich nie ma, a na rozpoznawaniu ich i regulowaniu ich, a także na mądrym gospodarowaniu swoją energią, świadomym ładowaniu jej.

Ciągle się tego uczę.

Staję się coraz bardziej odporna, a jednocześnie wrażliwa.
Wspieram w tym obszarze innych.

Dlaczego?

Bo bez odporności psychicznej trudno zdobyć się na odwagę i w odwadze wytrwać.

Odporność:

  •  jest jak iskra zapalna w podejmowaniu wyzwań.
  • jest jak pomocna ręka w wychodzeniu z porażki.
  • ma też silny związek z pewnością siebie.
  • jest jak światło, które oświetla drogę w przechodzeniu przez zmiany.

    A dziś tak bardzo potrzebujemy tego światła.
    Odporność i siłę psychiczną można budować i od-budowywać – wierzę w to i wiem to z badań, jak i praktyki.

 

Już 3 grudnia ruszam z programem„od-BUDUJ SWOJĄ SIŁĘ PSYCHICZNĄ!”.
Ten program to 7 tygodni wspólnej pracy rozwojowej, opartej o diagnozę poziomu odporności psychicznej.
To wsparcie i oparcie.
To tona inspiracji, wskazówek i refleksji o sobie i życiu.

 

Dołącz!

Do kolejnej edycji planowanej na koniec 2021roku!

Słuszny gniew.

Słuszny gniew.

Kiedy kilka dni temu podzieliłam się na swoim profilu na FB i na Instagramie definicją, tłumaczącą czym jest “słuszny gniew” wiele osób odetchnęło z ulgą, że mogą go czuć. Że właśnie takiej definicji potrzebowali, by uzasadnić swoje reakcje i zachowanie. I to wcale nie dziwi, dlaczego tak bardzo potrzebujemy uzasadnienia.

Każda, każdy z nas doświadczał, w procesie socjalizacji, wielu mitów dotyczących emocji i przeżywania. Począwszy od wpajania nam, że emocje są nieprofesjonalne i osobom dojrzałym nie wypada ich czuć, a co dopiero je okazywać. Poprzez sprowadzenie okazywania emocji do histerii, która jest z jednej strony charakterystyką rozwydrzonych dziewczynek, z drugiej czymś czego powinniśmy się wstydzić. Kończąc na tezie, że złość urodzie szkodzi, a jej pokazywanie jest grzechem. Tak, tak wokół emocji, wrażliwości urosło i ciągle urasta mnóstwo mitów, które z punktu widzenia naszego zdrowia psychicznego są szkodliwe. Szkodliwe, ponieważ emocje w naszym życiu są faktem niezaprzeczalnym, ich odczuwanie jest podstawą człowieczeństwa, a ich przeżywanie, okazywanie i czerpanie z ich mądrości, jest podstawą dobrostanu.

Wracając do słusznego gniewu.

Chcę napisać, że gniew który widzimy na ulicach miast i miasteczek jest uzasadniony. A jak rozumiem ten rodzaj reakcji? Zawsze podbieram się definicją Desmonda Tutu, którą czerpię z w wspaniałej książki “Wielka księga radości”. Brzmi ona tak:

„- Słuszny gniew zazwyczaj nie odnosi się do nas samych.

Dotyczy innych, których zostali pokrzywdzeni, i którym chcemy pomóc.

Reasumując, słuszny gniew jest narzędziem sprawiedliwości, kosą współczucia, a nie reakcją emocjonalną. Choć jego korzenie sięgają pierwotnego pragnienia walki lub ucieczki w celu ochrony tych pośród naszej rodziny lub grupy, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie, jest świadomym działaniem, a nie niepodlegającym kontroli odruchem. Nie odnosi się do wyidealizowanego obrazu, jaki sami sobie stworzyliśmy, ani naszego poczucia wykluczenia, ale wiąże się z odpowiedzialnością na wspólnotę głęboką uprawomocnioną więzią.”

Dlatego teraz słuszny gniew jest jak najbardziej słuszny.

Jest najbardziej adekwatną, a jednocześnie dojrzałą i empatyczną reakcją, jakiej dziś potrzebujemy.

Dlatego teraz powinniśmy go wyrażać i czerpać z niego siłę do zmian.

Ci z nas, którzy przez ostatnie dni protestują nie robią tego tylko dla siebie, by bronić tylko swoje rodziny, swoje prawa. Robią to z empatii dla innych kobiet i ich rodzin – dla znanych i nieznanych koleżanek, sióstr, bratanic, sąsiadek czy kuzynek. Słuszny gniew jest gniewem w imię czegoś – wartości i zasad, które są deptane, a teraz są. I to nie podlega dyskusji.

Owszem możemy ów gniew wyrażać w różny sposób. Jedni robią to protestując i mają do tego prawo. Inni agitując w internecie, jeszcze inni edukując – rozmawiając np. z dziećmi i z młodzieżą o tym co się dzieje. Jeszcze inni tworząc plakaty, piosenki, filmy, czy pisząc wiersze. Internet jest dziś pełen “pięknie” przetransformowanego gniewu – czerpmy z tego ile się da, bo to także wyraz wspólnotowości, której zawsze, ale to zawsze potrzebujemy przeżywając emocje.

To też jest czas kiedy tym bardziej powinniśmy akceptować to, że mamy różnie i w różny sposób możemy wyrażać swój gniew.

Podkreślę, jeżeli czujemy gniew nie musimy, wręcz nie powinniśmy siedzieć cicho. Nie powinniśmy go tłumić, zaprzeczać mu. Gniew potrzebuje reakcji, ruchu, działania, czasem krzyku. Tym bardziej, kiedy jest słuszny. Słuszny, bo dotyczy odbierania fundamentalnych praw i godności.

Jednocześnie chcę podkreślić, że gniew nie równa się agresja, ani przemoc, ani tym bardziej wandalizm. Wiem, że niektórzy mogą posunąć się do takich czynów. Ale też wiem, że są raczej incydentalne. Wielką szkodę robimy sobie i innym, gdy sprowadzamy gniew do przemocy, czy agresji. To nie są tożsame reakcje.

A odnosząc się do słynnego #wypierdalać. Mam poczucie, że dziś “inaczej się nie da” – kobiety muszą pokazać swoje emocje, swoje granice, swoje prawa i swoje wartości w ostry, mocny sposób. Przez wieki byłyśmy miłe – i tego nikt nie słuchał. Przez wieki byłyśmy pogodne, wspierające, dostosowujące i … rozumiejące. I nikt się z nami nie liczył. Została przesunięta o jedna granica za daleko. Teraz czas, na głośne NIE, głośny sprzeciw i stanowczość. Taki sprzeciw i taką stanowczość, którą okazujemy gdy ktoś naruszana naszą przestrzeń. A ciało jest taką świętą przestrzenią. Przestrzenią, której mamy prawo bronić jeszcze mocniej i zawzięcie niż własnych domów.

Dlaczego gniew na twarzach kobiet tak dziwi?

Dlaczego tak zaskakuje?

Dlaczego tak oburza?

Michelle Obama trafnie pisze o tym w książce “Becoming”. Gdy Ciebie nie słuchają podnosisz głos, by Ciebie usłyszeli. Gdy podnosisz głos, mówią Ci, że jesteś histeryczna czy agresywna. Jednym z najbardziej skutecznych sposobów uciszania kobiet jest ocenianie nas jako jędze, niegrzeczne, niewychowane suki. Przepraszam za słowa, ale cytuję… Dlatego teraz nie możemy dać się uciszyć przez stereotypy i utrwalone wzorce. Nie dajmy się próbom sprowadzenia naszego gniewu do histerycznych krzyków wrednych jędz. Ulice są pełne wrażliwych, pięknych, mądrych kobiet, które nie histeryzują tylko mocno, bardzo mocno wykrzykują swoje potrzeby i bronią swoich wartości. Mocno, bo inaczej byłybyśmy zignorowane.

Dlatego jeszcze raz napiszę. Z punktu widzenia psychologii emocji, z punktu widzenia wiedzy o potrzebach reakcje, które obserwujemy są dziś uzasadnione. A równanie gniewu do marginalnej agresji, czy przemocy jest uproszczeniem.

Można zapytać, a dlaczego tak licznie padają dziś “brzydnie” słowa? Wulgaryzmy, przekleństwa są elementem przeżywania emocji. Wykrzykując przekleństwa wykrzykujemy tłumioną energię. Uwalniamy wszystkie połknięte łzy, luzujemy zaciśnięte z bólu żuchwy. Rzekłabym, że nasze ciało potrzebuje tego krzyku, by rozładować kumulowane napięcie. Napięcie kumulowane w procesie wychowania, napięcie odziedziczone po naszych matkach, babciach, prababciach, napięcie spiętrzone przez obostrzenia pandemii.

Kończąc już dodam.

Choć mogę nie zgadzać się ze wszystkimi hasłami, które są wykrzykiwane na ulicach. Choć mogę dystansować się do agresji. Choć może nie podpisuję się pod każdym z postulatów, to popieram słuszny gniew i popieram #strajkkobiet i będę dziś protestować.

Zawsze będę stać po stronie kobiet, wolności wyboru. Zawsze będę stać za obroną praw.

Rozumiem też, że niektóre kobiety wybierają inną drogę, bo na tym polega wolność wyboru.

Moje hasło, które wypisałam na transparencie to: “myślę, czuję, decyduję” i wierzę, że każda kobieta ma do tego prawo.

To będę dziś krzyczeć!

Idę na protest. Kropka.

Jesteś odważną Towarzyszką!

Jesteś odważną Towarzyszką!


Jak wiecie lubię mówić o sobie, że jestem towarzyszką. Dlaczego? Bo towarzyszę innym w odważnym urzeczywistnianiu swojego JA. Towarzyszę kobietom, gdy zaczynają śmielej realizować swoje powołania. Towarzyszę liderom, w budowaniu przywództwa opartego na wartościach i autentycznym pokazywaniu siebie. Towarzyszę moim Klientkom i Klientom w refleksji nad sobą, w definiowaniu siebie, w przechodzeniu procesów transformacji. Ale te wszystkie towarzyszenia choć są moją pasją, pracą, przyjemnością i powodem do spełnienia. Te wszystkie urzeczywistnienia swojego JA moich Klientek i moich Klientów. To wszystko, co robię z Wami, albo raczej Wy robicie przy moim wsparciu to wszystko jest piękne, wyjątkowe i niezwykle mnie rozwijające, ale to tylko małe przygody, przy podróży jaką jest macierzyństwo. I nie chcę byście zrozumieli mnie źle. Nie deprecjonuję swojej pracy. Wręcz przeciwnie traktuję ją cholernie poważnie. Szkolę się, superwizuję, zdaję różne egzaminy. To wszystko jest ważne i poważne.


Ale podczas, gdy warsztaty trwają kilka godzin, albo dwa dni. Podczas, gdy procesy coachingowe trwają kilka albo kilkanaście sesji. To macierzyństwo, to przygoda na całe życie.


I tak sobie myślę, że może czas zauważyć, że aktem wielkiej odwagi, aktem wielkiej wrażliwości jest towarzyszyć moim Synom …

• Gdy zalewa ich złość …

• Gdy mierzą się z smutkiem …

• Gdy doświadczają odrzucenia …

• Gdy boją się strasznie …

• Gdy płaczą …

• Gdy łamią przyjęte zasady i chcą o tym pogadać .. Albo nie.

• Gdy doświadczają zawodu, także tego miłosnego …

• Gdy nie wiedzą jak się zachować …

• Gdy rozbijają kolano …

• Albo, gdy rozbijają komuś nos …

• Gdy mówią, że mnie “nie znoszą” …

• Gdy krzyczą, że “mają najgorszego Tatę na świecie!”

• Albo gdy mówią, że jestem istotą pomniejszą. Skąd znają takie słowa?

• Gdy kłamią …

• Gdy kombinują …

• Gdy utykają w swoich problemach …

• Gdy doświadczają przemocy …

• Gdy dostają uwagi …

• Gdy zapominają …

• Albo gdy nie chcą pamiętać …• Gdy niszczą nowe buty …• Albo łamią drogie okulary … • Gdy proszę o pomoc …• Albo ją odrzucają …

• Gdy nie wiedzą …

• Albo wiedzą lepiej …

Aktem odwagi, wrażliwości i empatii jest wytrwać te wszystkie chwile, kiedy masz wrażenie, że każda taka chwila trwa o 497929802 chwil za długo i najfajniej by było uciec. Założyć ładne ubrania, spakować walizkę i wyjechać do pięknej sali szkoleniowej, w której miła Pani podaje ciepłą kawę, którą możesz wypić jeszcze ciepłą.
Ale nie uciekasz, bo jesteś Mamą.
A nawet jak uciekasz, to wracasz, przytulasz i koisz. I rozmawiasz. Rozmawiasz, tłumaczysz bo głęboko wierzysz, że te wszystkie słowa które wypowiadasz dziś, kiedyś zostaną usłyszane i zapamiętane. Kiedyś na pewno.
Ale nie uciekasz, bo obok tych wszystkich aktów towarzyszenia im, chcesz a może raczej uczysz się towarzyszyć sobie – zauważać siebie, swoje potrzeby, swoje emocje, swoje upadki i swoje wzloty.
Bo towarzyszyć dłużej niż trwa proces coachingowy, oto jest wyzwanie. Bo towarzyszyć sobie, oto jest wyzwanie.

Nie byłabym Towarzyszką Manufakturową, gdybym nie była Towarzyszką Tymoteusza i Rocha.
Albo raczej, nie byłabym „taką” (jakkolwiek to brzmi) towarzyszką Manufakturową, gdybym w porę nie nauczyła się towarzyszyć moim Synom i Sobie. I Sobie też, bo bez tego te pierwsze się nie uda.


Wierzę, że moi Synowie kiedyś urzeczywistnią swoje JA.Odważnie. Śmiało. Po swojemu. A ja będę siedzieć na widowni „po stronie empatii i wsparcia” (jak naucza Brene Brown), a nie po stronie krytyki (oby! Ale to oni ocenią ….) i będę bić brawa z łzami w oczach, a o to u mnie nie trudno… .

Kochane Mamy, wspaniałe Mamy !Pamiętajmy, jesteśmy wspaniałymi towarzyszkami!
Tak długo, jak towarzyszymy, jak pozostajemy obok naszych dzieci. Tak długo jak jesteśmy na arenie macierzyństwa, jesteśmy wielkie! Wielkie serduchem i wielkie odwagą. Jesteśmy odważne. Ważne! I zawsze jesteśmy piękne!


I parafrazując słowa Roosvelta

“Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się Mamie na arenie, której twarz jest umazana błotem, potem i krwią, która dzielnie walczy. Która wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, która ściera się w słusznych sprawach, która w swych najlepszych chwilach poznała triumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywała, to przynajmniej przegrywała z odwagą, nie chcąc, aby Jej miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nigdy nie poznały ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki”.

Pamiętajmy o tym i pamiętajmy, by być dla siebie na tej arenie wyrozumiałe. Dla siebie wyrozumiałe!

Zarządzanie emocjami, po ludzku. Co to znaczy zarządzanie emocjami?

Zarządzanie emocjami, po ludzku. Co to znaczy zarządzanie emocjami?

„Marta, Co to znaczy zarządzanie emocjami?
Jak w pracy zarządzać emocjami?
Czy w pracy jest miejsce na emocje?”

Pytania o to, jak zarządzać swoimi emocjami w pracy są jednym z najczęściej zadawanych mi pytań. Słyszę je szczególnie podczas warsztatów dla liderów, szczególnie często padają ze strony mężczyzn. Bardzo cenię ciekawość, jaka stoi za tymi pytaniami. Bardzo. Wiem bowiem, że dla wielu z nas temat emocji jest tematem nowym, świeżym i wymagającym odwagi… Ta ciekawość płynie z chęci zauważania emocji, pokazywania ich w pracy, ale też z chęci pozostania profesjonalnym w pracy, profesjonalnym w pełnieniu swojej poważnej roli.
Warto zatrzymać się tu na moment.

Tak – emocje bardzo często kojarzą się z brakiem profesjonalizmu, urągają powadze, wydają się tak bardzo „nie-poważne”. Wydają – i to błąd, że tak o nich myślimy.

Emocje są ważne, powinniśmy traktować je poważnie i uważnie. Profesjonalny powinien być sposób ich wyrażania. Wracając więc do pytania, „Co to znaczy zarządzanie emocjami?” można by pokrótce napisać, że zarządzanie emocjami to traktowanie emocji poważnie, z należytą uwagą i dbanie o to, by je profesjonalnie (mądrze, roztropnie, godnie) wyrażać.
Wyrażać, nie tłumić.

O tym będzie ten wpis.
O uważności wobec emocji, o odwadze ich analizowanie, o gotowości by zatroszczyć się o siebie, kiedy je czujemy.

I dodam na wstępnie, że mam świadomość, że temat który chcę poruszyć jest tematem obszernym, tak złożonym, że można by było o nim napisać książkę. Chcę jednak przez ten wpis przede wszystkim wzbudzić Twoją ciekawość tematem emocji, szczególnie emocji w pracy i zaprosić do refleksji nad tym, jak ten temat przejawia się u Ciebie? Czytając więc kolejne akapity spróbuj odnosić je do siebie. Zadawaj sobie też pytania o to:

– na ile Ty zarządzasz swoimi emocjami?

Jaki Ty masz do nich stosunek? Jaki stosunek ma Twoje otoczenie i zawodowe i osobiste? 

Co robisz, by zadbać o swoją higienę emocjonalną? 

Czym jest więc zarządzanie emocjami?

Zacznę od tego, czym NIE jest.

Zarządzanie emocjami …

  • Zarządzanie emocjami to NIE jest zaprzeczanie emocjom i ich istnieniu.
  • Zarządzanie emocjami to NIE jest udawanie, że się emocji nie ma. Udawanie, że ich nie czujemy.
  • Zarządzanie emocjami to NIE tłumienie emocji, to nie chowanie ich pod pozornym uśmiechem, czy obojętnością.
  • Zarządzanie emocjami to NIE jest też hamowanie emocji i zakładaniem maski stoika, którego nic nie rusza. Pamiętasz definicję stoika?
  • Zarządzanie emocjami to NIE jest topienie emocji w kieliszku, czy “znieczulanie się” innymi używkami.
  • Zarządzanie emocjami NIE jest też zakładaniem kolejnych zbroi, czy też masek … o czym piszę i opowiadam w tym poście. Zajrzyj TU.
  • Zarządzeniem emocjami NIE jest też perfekcyjnym koncertowaniem się na zadaniach, kolejnych celach, czy obowiązkach bez chwili na strach czy wątpliwości.
  • To NIE jest też wyładowywanie emocji w formie krzyku, uszczypliwości, krytycyzmu wobec innych.
  • Zarządzanie emocjami to NIE jest również rozładowywanie emocji, szczególnie w sposób niekontrolowany i połączony z agresją. A tym bardziej rozładowywanie na innych.
Od czego zaczyna się więc zarządzanie emocjami?
  • Od powiedzenia sobie – „jestem człowiekiem, więc czuję”.

  • Od czucia emocji. Od czucia strachu, smutku, złości, wstydu, poczucia winy …. I radości.

  • Od czucia niepewności i zagubienia.

  • Zaakceptowania faktu, że każda emocja jest ważna i potrzebna.

Pewnie zadasz pytanie: „To dlaczego czujemy?”.

Czujemy, bo żyjemy.

A raczej żyjemy, bo czujemy.

Emocje pojawiły się w naszym życiu, by dać nam szansę na przetrwanie. Emocje pojawiły się w naszym życiu, by sygnalizować nam co jest ważne, czego powinniśmy się bać, przed czym powinniśmy uciekać, a na co złościć.
Mówiąc krótko każda emocja jest „po coś”. Każda emocja na znaczenie i sens.
Każda emocja może nas czegoś nauczyć – o nas, o naszym otoczeniu, o naszym życiu.
Wyobraź sobie, że człowiek pierwotny nie bał by się mamuta? Jeżeli nie bałby się, to by nie uciekł. Czy by przeżył? Nie! Dlatego się boimy, by adekwatnie reagować. By przygotować się na nadchodzące niebezpieczeństwo. By uciec. By zatroszczyć się o siebie i bliskich. 
Szkoda tylko, że wpojono nam ( w domu, w szkole, w pracy), że boją się tylko cieniasy.
Że emocje są nieprofesjonalne.
Że tylko baby czują emocje.
To wszystko bzdury. Niestety muszą tak napisać i dodać, że są to bardzo niebezpieczne bzdury. 

Oto kilka przykładów tego, co nam mówią emocje.
Kilka bardzo krótkich i okrojonych przykładów:

 

– Czujemy strach, by wiedzieć czego się bać i mieć szansę zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo.

– Czujemy złość, by wiedzieć “co jest OK, a co nie jest OK” – by wyznaczać granice, troszczyć się o siebie. By wiedzieć i rozmawiać o tym, na co mamy zgodę, a na co nie. Od razu zaznaczę, że złość nie jest złą emocją (nie ma złych emocji w ogóle …) i jest bardzo potrzebną emocją. 

– Czujemy smutek, by podkreślić czego nam brakuje, za czym tęsknimy. 

– Czujemy poczucie winy, by wiedzieć za co jesteśmy odpowiedzialni, by naprawiać to, co wymaga naprawienia. 

 – Czujemy wstyd, by strach przed oceną innych, był dla nas pretekstem do weryfikacji naszych zachowań w ocenie innych. Bądź też, by mieć okazję przyjrzeć się temu, jak oczekiwania innych wpływają na nas. 

– Czujemy radość, by doceniać to co mamy – by świętować, by celebrować. Radość pozwala nam przeżyć, zanurzyć się w tym co dobre i co spójne z naszymi potrzebami. Trudno żyć bez radości, także w pracy … 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czym jest więc zarządzanie emocjami?
Dlatego zarządzanie emocjami to:

1. To po pierwsze, szukanie połączenia emocji z potrzebami.

Każda emocja niesie nam wiadomości o ważnych dla nas potrzebach. Czym są potrzeby?

Są tym czego potrzebujemy, by się dobrze czuć, by wzrastać. Potrzebujemy na poziomie ciała, potrzebujemy w relacjach, potrzebujemy w kontakcie ze sobą i swoimi talentami.

To potrzeby napędzają nas do działania – są jak tlen, jak słońce, jak gleba, jak woda dla roślin. To potrzeby są źródłem naszych emocji. Brak zaspokojenia pewnych potrzeb wyrażamy emocjami. Tak samo jak i ich zaspokojenie, czy nadmiar.
Ilekroć więc poczujemy jakieś emocje możemy zadać sobie następujące pytania:

  • Jeżeli czuję, to co czuję – to czego mi brakuje?
  • Jeżeli czuję, to co czuję – to czego mam za dużo?
  • Jeżeli czuję, to co czuję – to czego mam pod dostatkiem?
  • Jeżeli czuję, to co czuję – to za czym tęsknie?
  • Jeżeli czuję, to co czuję – to o co powinnam /powinienem się zatroszczyć?
  • Jeżeli czuję, to co czuję – to za co powinnam / powinienem wziąć odpowiedzialność?

Pewnie zapytasz…

A jakie potrzeby w ogóle my – jako ludzie mamy? Czym są potrzeby?
To kolejny „nieznany” temat, jak i emocje.

Oj tak, potrzeby to kolejny wielki temat, a list czy klasyfikacji potrzeb jest wiele. Część z nich na pewno znajdziesz w internetach i do tego Ciebie zachęcam.
Poniżej udostępniam listę wybranych potrzeb, o których warto pamiętać, którym warto się przyglądać analizując swoje emocje.


Pamiętaj!
Kiedy czujesz strach, złość, radość czy smutek może chodzić o to, że któraś z poniższych potrzeb powinna się znaleźć w centrum Twojego zainteresowania.

Lista potrzeb pochodzi z książki „Dogadać się z dzieckiem” Joanna Berendt,  Magdalena Sendor.

Kończąc temat potrzeb, czy raczej stawiając przy nim przecinek zostawię Ciebie z pytaniami?

  • O braku zaspokojenia, których potrzeb może świadczyć teraz Twój smutek?
  • Z powodu niezaspokojenia, których potrzeb czujesz najczęściej złość w pracy?
  • O jakie potrzeby boisz się / obawiasz się teraz najbardziej?
  • Jak możesz zatroszczyć się o swoje potrzeby?
  • Co możesz zrobić Ty, by zatroszczyć się to, co ważne?
  • Czego możesz potrzebować od innych, by dali Ci to czego potrzebujesz?

Zarządzanie swoimi potrzebami to pierwszy krok w zarządzaniu emocjami.

Ale zarządzanie emocjami to coś więcej…

2. Zarządzanie emocjami to świadome, odpowiedzialne nazywanie i wyrażanie swoich emocji relacji z osobą, która nas akceptuje i wspiera.

Tak drogi liderze! Tak drogi człowieku!

Do zarządzania emocjami potrzebujemy drugiej osoby. Potrzebujemy wartościowej relacji, w której czujemy się bezpiecznie. Pracując coachingowo z liderami, wiem jak często czujecie się samotnie na stanowisku, w pełnionej roli. Wiem i absolutnie to rozumiem. Wiem, też że jako coach często towarzyszę liderom w „przetwarzaniu” emocji i zarządzaniu nimi. I choć czuję wielką wdzięczność, za możliwość pełnienia tej roli i niezwykle się w niej spełniam, to każdego lidera – każdego człowieka z serca zachęcam do tego, by w swoim najbliższym środowisku zawodowym poszukał osoby, przy której może być sobą i może ujawnić siebie. A przede wszystkim takie osoby, przy której może ujawnić prawdę o tym, co czuje i czego potrzebuje.

Bo zarządzanie emocjami to?

  • Rozmawianie o emocjach.
  • Wspólne milczenie o emocjach.
  • To pokazywanie tego co się czuje, bez wstydu i zakłopotania.
  • To wspólny śmiech. To wspólny płacz.
  • Proszenie o pomoc.
  • Proszenie o to, czego w danym momencie potrzebujemy, oczekujemy.
  • To rozmawianie o oczekiwaniach i granicach.

Na poziomie biologicznym jesteśmy skonstruowani tak, że właśnie poprzez rozmowę o emocjach, poprzez opowiadanie swojej historii, poprzez mówienie o potrzebach w relacji z osobą, z którą czujemy się bezpiecznie osiągamy spokój emocjonalny i regulujemy emocje. Tak! Taka jest nasza ludzka natura.

Dodam, że …
Wiem, doskonale wiem, że rozmów o emocjach nikt nas nie uczył.
Wiem, że ani w domach, ani w szkołach nie mieliśmy wzorców zarządzania emocjami.

Ale kiedyś zacząć trzeba.
Rozmowy o emocjach mogą wyglądać, jak w amerykańskich filmach i mogą zaczynać się od słów…

„Czuję, że …” „Chcę Ci powiedzieć, że ….” „Bardzo mi przykro ponieważ ….”. Bo kurka w amerykańskich filmach zawsze wiedzą co powiedzieć 🙂
Ale wiem, wiem że to może być trudne.
Jeżeli więc swoją pierwszą rozmowę o emocjach zaczniesz od zdania: „Nie wiem co powiedzieć, ale muszę to wyrzucić z siebie” albo „Jestem wku%$$$na tą sytuacją i muszę się komuś wyżalić … ” … Też będzie OK! po prostu zacznij mówić i daj sobie szansę!

Pamiętaj też, że zarządzanie emocjami to zarówno rozmowa z osobą, która może być dla nas wsparciem w danej sytuacji, ale nie jest nią związana (nie wzięła w niej udziału, nie była świadkiem). Ale zarządzanie emocjami, to także rozmowy z tymi, którzy dane emocje wywołali. I to może być trudniejsze. 
Czuję różnicę pomiędzy rozmową z przyjacielem, żoną, mężem, siostrą, sąsiadką o tym, że wkurzył Ciebie szef. A rozmową z ów szefem, który stał się źródłem wszelkich trudnych emocji.

Różnica jest i nie będę jej negować.
Ale obie rozmowy są potrzebne. Obie są wyrazem troski o siebie i o swoje emocje. Pamiętaj też, że jeżeli zaczniesz od rozmowy z przyjacielem, żoną, mężem, siostrą, sąsiadem i uzyskasz zrozumienie i wsparcie, to pewnie znajdziesz później siłę, spokój, odwagę, mądrość do tej drugiej rozmowy -czyli rozmowy z “źródłem emocji”. Ale możesz też wtedy uznać, że jej nie potrzebujesz, że ta druga rozmowa nie jest potrzebna.

Daj sobie więc szansę na rozmowę i “rozpuszczenie” emocji w bezpiecznej i ważnej relacji. To zawsze działa!

***

Zanim przejdziemy do kolejnego obszaru zarządzania emocjami muszę dodać, że “wszystkie emocje to nasza biologia i biografia”. Tak pisze jedna z moich ulubionych autorek Brene Brown, a ja nie potrafię się z nią nie zgodzić.  

Wszystkim emocjom towarzyszą więc określone reakcje ciała – od zaciśniętych pięści w złości, po pot na czole i ściśnięty brzuch w strachu, po rumieńce na policzkach w chwilach wstydu.
Wszystkim emocjom towarzyszą też wspomnienia, kadry z naszej biografii, które w trzy sekundy przypominają się, jak czuliśmy strach, czy poczucie winy będąc małym chłopcem, czy uczennicą pierwszej klasy. Tak działa nasz umysł, w chwilach strachu przypomina nam wszystkie inne historie, w których baliśmy się jeszcze bardziej. Wątek biografii wydaje się tak obszerny, że pewnie poświęcę mu oddzielny wpis, kiedyś …. Skupmy się więc na biologii.

“3. Zarządzanie emocjami to zatroszczenie się o swoje ciało, które czuje emocje.

Niezależnie, jak wykształceni jesteśmy, niezależnie od tego, jak ważne i odpowiedzialne stanowiska pełnimy – to nasze ciało i tak wie swoje w sytuacji emocji. Ono czuje, przeżywa, przetwarza i magazynuje napięcie, jakie pojawia się w sytuacji doświadczania emocji. W cielesnym przeżywaniu emocji jesteśmy bardzo podobni do siebie – tu nie ma podziału na „lepszych i gorszych”. Wspomniane zaciśnięte pięści, pot, rumieńce, kołatanie serca, nogi „jak z waty”, ciężar na barkach, drżące powieki, łzy, zaciśnięte szczęki … czułeś to?

Doświadczyłaś tego? Doświadczyłeś tego? Na pewno!
Każda z nas, każdy z nas tego doświadcza. Ważne, by wiedzieć co z tym zrobić. Mądrze zrobić?
Niestety w cielesnym doświadczaniu emocji popełniamy wiele błędów. Te błędy biorą się zazwyczaj z tego, że za późno rozpoznajemy moment, kiedy emocje chcą się nam “ulać”, kiedy czujemy ich za dużo i za mocno w danym czasie. Jest to często konsekwencja przebodźcowania, przemęczenia, czyli niedostatecznego dbania o swoje potrzeby – spójrz punkt poprzedni.
I fakt, czasem emocjom towarzyszy ogromna presja wyładowania się na czymś, czy na innych. Złość, czy strach może nieść za sobą bardzo duży ładunek energii, jaką chcemy wypuścić w siebie. Zawsze jednak jest kilka alternatyw innych, niż naruszanie granic innych osób. Na to bowiem nie powinniśmy pozwalać, zarówno w relacjach osobistych, jak i zawodowych. 

Jak możemy radzić sobie z napięciem towarzyszącym emocjom? Co możesz zrobić w pracy?
Co robić, by swoimi emocjami nie ranić innych?

  • Oddech. Ćwiczenia oddechowe są proste i łatwo dostępne. Można je robić nawet na open-spaca’ie, a inni nawet nie dowiedzą, że ćwiczysz. Moim ulubionym ćwiczeniem oddechowym jest tzw. „oddech kwadratowy” – prostą instrukcję znajdziesz TU.
  • Pokrzyczeć – wykrzyczeć emocje. Nie krzycz na kogoś. Nigdy! Pokrzyczeć możesz np. w toalecie, czy w pokoju dla matki z dzieckiem, albo w ustronnym pokoju spotkań – oczywiście jak jesteś w pracy. W domu możesz to zrobić w piwnicy, na strychu, czy wyjść do lasu … Wszędzie tam, gdzie nie będzie świadków. W wykrzyczeniu emocji chodzi też o bluzgi, wszystkie epitety które temu towarzyszą. Warto je uwolnić. Tylko pamiętaj, nie kosztem kogoś … 
  • Jak nie możesz wykrzyczeć swoich emocji, pisz! I bynajmniej nie chodzi mi o opisanie opryskliwych maili, które wyślesz na CC do wszystkich świętych w swojej organizacji. Takim ruchom mówię stanowcze „nie”. Polecam mieć w szufladzie notatnik, w który „wyrzygasz” (świadomie użyłam tego określenia) wszystkie zalegające Ci emocje i towarzyszące im epitety. Nie zapomnę, jak kiedyś na warsztatach jeden Uczestnik zapytał mnie: „Marta, czyli po trudnej rozmowie mogę powiedzieć sobie pod nosem, bądź zapisać na karteczce „Gnój, gnój, gnój!!!!!”?”. Odpowiedziałam – “tak, możesz o ile nikt Ciebie nie usłyszy, a karteczkę zniszczysz!”. Wypisywanie emocji ma udowodniony terapeutyczny wpływ i jest stosowane w leczeniu traumy także u weteranów wojennych.
  • Posłuchaj muzyki. Polecam Ci stworzyć sobie krótką playlistę, w której znajdziesz utwory kojące Twoje poszarpane nerwy. Moje utwory działające jak balsam na emocje? Top trzy: „Szare miraże” w wersji z Męskiego Grania. Piosenka „This is me” z filmu The Greatest Showmen. I „Jeszcze w zielone gramy” w interpretacji Darii Zawiałow. 
  • Potańcz. Wystarczy jedna piosenka odsłuchana „w ruchu”, a napięcie jakie narosło po trudnym spotkaniu puściło. Nie dowiesz się, że działa dopóki nie spróbujesz. I znów polecam Ci toaletę, pokój dla matki karmiącej, bądź ustronną salkę spotkań, jako miejsce Twojego relaksu.
  • Popłacz. Nie będę tego rozwijać, jak czujesz, że chcesz płakać – płacz! Jeżeli czujesz, że chcesz płakać, ale nie możesz – obejrzyj film z gatunku „wyciskacz łez”. Płacz oczyszcza, płacz to samo dobro. Polecam!
  • Wychodź swoje emocje. Udaj się na spacer na drugi koniec biura bez większego celu, tylko po to, by ruszyć spięte od emocji ciało. Staraj się iść prosto, patrzeć przed siebie. Rób duże kroku, przeprostowuj nogi. To pomaga.
  • Kolejnym sposobem troski o ciało są ćwiczenia rozciągające, prostujące ciało. Jakie? Znów możesz poszukać ich w czeluściach internetu. Jeden przykład ode mnie? Ustań. Postaw stopy na ziemi – jak masz buty na obcasie, zdejmij buty. Rusz łopatkami tak, by przeciągnąć je do tyłu. Powtórz to kilka razy. Wyprostuj jedną rękę do góry, a drugą chwyć tą pierwszą za nadgarstek i spróbuj wyciągnąć ją jeszcze bardziej do góry. Tak jakby magiczna ręka chciała Ciebie wciągnąć do góry. Powtórz to dwa – trzy razy, a następnie zamień ręce. Pamiętaj, w strachu ciało się kurczy, spina, pochyla ku dołowi. A odważne ciało jest wyprostowane.
  • Pomedytuj. Serio! Ćwiczenia medytacyjne trwają czasem 3-5 minut i mogą zmienić resztę dnia. Ja osobiście nie przepadem za medytacjami kierowanymi. Ale każdy musi spróbować sam. „Bardzo dobrze mi robi” posłuchanie w słuchawkach, z zamkniętymi oczami, w wygodnej pozycji jednego albo dwóch utworów Ludvico Einaudi. Sprawdź ten rodzaj relaksu. Osobiście uwielbiam „Writting poems”.

Fakt, czasem trudno jest zadbać o siebie i o swoje ciało w pracy. Fakt, czasem trudno znaleźć moment i przestrzeń w odosobnieniu. Ale troska o siebie – swoje emocje i ciało pełne emocji – to także to, co możemy zrobić po pracy. A po pracy zawsze możemy: iść na spacer, rower, na siłownię, czy po prostu pobiegać, porąbać drewno do kominka, przekopać ogródek, umyć okna. Możemy potańczyć w kuchni, ćwiczyć jogę w salonie. Możemy, jeżeli chcemy.
Ważne, by te wszystkie aktywności, działania połączyć z rozmową, patrz punkt powyżej!
Ważne, bardzo ważne, wręcz kluczowe.
Dlaczego?
Bo inaczej sprzątanie, sport, działanie stanie się “zbroją” maskującą emocje, ale nie świadomym jej przetwarzaniem.Jeżeli interesuje Ciebie temat zbroi, znów odsyłam Ciebie do odpowiedniego wpisu.

 

Często na warsztatach pytacie mnie:

Marta, a jeżeli biorę udział w bardzo trudnym spotkaniu. A jeżeli w trakcie tego spotkania mierzę się z strachem przed oceną, wstydem gdy mój pomysł jest skrytykowany przez kolegów. To jak mam sobie z tymi emocjami poradzić? Przecież nie powiem im, że się boję? Przecież, nie wybuchnę płaczem, nie uderzę pięścią w stół, nie rzucę kubkiem z kawą … choć mam ochotę?

Wiesz, co wtedy najczęściej odpowiadam?

„Jeżeli nie możesz wyrazić danej emocji, w danej chwili, bo rola, sytuacja Ci na to nie pozwala, to możesz inaczej zatroszczyć się o siebie. Jak?

  • Po pierwsze, podziękuj sobie, że w ogóle zauważyłeś to, co czujesz. To już sukces. Nazwanie swoich emocji jest sukcesem dla wielu z nas.
  • Po drugie, nie oceniaj swoich uczuć, nie wmawiaj sobie, że coś jest z tobą „nie tak” dlatego, że czujesz to co czujesz.
  • Po trzecie, weź głęboki oddech i skup się na zadaniu, na celu spotkania. To jest teraz priorytetem i to jest OK.
  • A po czwarte, jak skończy się te trudne spotkanie zadbaj o siebie. A troską o siebie może być zarówno telefon do bliskiej o osoby, by przegadać to, co się wydarzyło. Jak i sport, spacer, taniec, czy medytacja – w pracy, czy już po pracy. Każda forma, która pozwoli Ci ukoić myśli, zatroszczyć się o ciało, które niesie wielki ciężar naszych emocji.
  • Po piąte, jeżeli starczy Ci odwagi i Twoja rola Ci na to pozwala, wróć do osoby, która skrytykowała Twój pomysł i powiedz jej, “co było OK, a co było nie OK w jej zachowaniu”. Asertywne stawianie granic jest wyrazem troski o siebie, ale też sposobem na kształtowanie dojrzałej kultury organizacyjnej. Są przecież osoby, które pod wpływem krytyki wycofują się, kolokwialnie mówiąc „zamykają się w sobie”, albo co gorsze swój ból przerzucają na innych, np. krytykując innych. Nie idźmy tą drogą – stawiajmy granice! Uczmy się też o nich rozmawiać. Uczmy siebie  i innych.

 

I na koniec jeszcze jedna uwaga. Zarządzanie emocjami także “umiejętność przepraszania”.
Nie za emocje, ale za nieodpowiednie formy ich wyrażania. Jeżeli więc jako osobie zarządzającej zdarzyło Ci się być opryskliwą dla innych, nakrzyczeć na zespół, szturnchnąć, rzucić zszywaczem miej odwagę przyznać się do błędu i przeprosić.

4. Zarządzanie emocjami to praktykowanie wyrozumiałości dla siebie. To wyrozumiałość dla siebie! A czym jest wyrozumiałość?

Na moim blogu znajdziesz obszerny wpis na temat wyrozumiałości. Znajdziesz go tu.
Nie będę się więc na jego temat rozpisywać. Chcę tylko zaznaczyć, że wyrozumiałość wobec siebie to akceptowanie tego co czuję, co przeżywam – akceptowanie bez oceniania, bez dogryzania sobie. Badania dowodzą bowiem, że krytycyzm skierowany w nas samych – krytycyzm skierowany w to co przeżywamy, co czujemy – jest większym źródłem cierpienia niż to, co rzeczywiście czujemy. Bo to czego oczekujemy najbardziej w chwili smutku, złości, zagubienia, czy strachu to dwóch rzeczy (tak piszą w książce „Opcja B” S. Sandberg i A. Gant – polecam Ci tę książkę!):

  • Akceptacji tego, że możemy czuć to co czujemy.
  • Wsparcia ze strony innych, albo od siebie. A wsparcie, które możemy dać sobie sami to właśnie wyrozumiałość.

Wg. Kristin Neff ( książka „Jak być dobrym dla siebie?”) wyrozumiałość to …

a. Zacząć czuć  i być uważną / uważnym na swoje emocje i potrzeby. 
Uszanować je … Zrozumieć je … Dać sobie do nich prawo…
b. Być łagodną / łagodnym w podejściu siebie, innych – traktować siebie bez oceny. 
Łagodnie – to znaczy po przyjacielsku. 
To mówić do siebie przyjacielskim głosem!
c. Zrozumieć i uznać, że „nie tylko ja tak mam!!”, że “jesteśmy podobni” …
Poczuć wspólnotę z innymi – uczyć się od siebie, wspierać się.
Przyjąć empatię i wsparcie od innych.

Polecam Wam więc mój wpis i #livepolkowskiej na temat wyrozumiałości. W nim dowiecie się więcej o tym, dlaczego i jak ją sobie okazywać.

5. Piąty filar zarządzania emocjami to przyglądanie się swoim myślom, które towarzyszą emocjom.

W zarządzaniu emocjami chodzi o to, by umysł odzyskał nad nimi kontrolę. By oderwać się od czarnowidztwa, snucia katastroficznych wyobrażeń, szukania winnych …. I zobaczyć to, czego nas uczą, zobaczyć rozwiązania które możemy mieć przed sobą.

O to kilka, dosłownie kilka pytań, które mogą być w tym pomocne. Sprawdzają się mi i sprawdzają się w pracy z moimi Klientami.

 

1. Na ile to czego się obawiam to prawda? Jakie są na dowody na to, że to co ma się stać się stanie?
2. Na ile mam wpływ na to, czego się obawiam na co się złoszczę? Na ile ma wpływ ktokolwiek? Kto? Jak mogę z tego wpływu skorzystać?
3. Co by myślał o tej sytuacji ktoś mniej uwikłany w daną sytuację, niż ja
4. Co będę myśleć o tej sytuacji w przyszłości – za miesiąc, za rok, za 5 lat?
5. Czy poradziłam /em sobie już kiedyś w podobnej sytuacji? W jaki sposób? Co mi wtedy pomogło?
6. Co bym powiedziała / powiedział bliskiej mi osobie w podobnej sytuacji?

 

Polecam Ci popracować z tymi pytaniami szczególnie w kontekście strachu.

Polecam Ci spisać odpowiedzi ręcznie i zobaczyć, poczuć na ile strach się skurczył, bądź stopniał.

Obiecuję też wrócić do tematu myśli powiązanych z emocjami, ale już w oddzielnym wpisie.  Mam świadomość, że rozpoczęłam ogromny temat i warto go jeszcze kontynuować …

 

Źródłem naszych cierpień jest…

Źródłem naszych cierpień jest…

Czy się boję?
Tak boję się.
Jestem człowiekiem i odczuwam emocje związane z zmianami, które czekają nas przez kolejne dni, tygodnie, czy miesiące. Odczuwam emocje związane z zagrożeniem, które jest realne. Jestem mamą, więc mam się o kogo bać.
Mam rodzinę, mam o kim myśleć.

Boję się też gospodarczych konsekwencji związanych z zahamowaniem … wszystkiego. Przecież jestem przedsiębiorcą, gdy nie pracuję nie zarabiam, a też mam zobowiązania, rodzinę i inwestycje w toku. A jest ich kilka. Moje usługi – są ważne, są potrzebne, ale dla firm nie najważniejsze. Choć nota bene zajmuję się ostatnio najczęściej tematami zmiany, emocji, odporności psychicznej i empatii w sytuacjach zagrożenia. Ha! Chichot losu?

Jest we mnie strach.
Jest we mnie trochę złości, ale tylko trochę.
Jest we mnie smutek.
Czuję niepokój.
Czuję, pozwalam sobie na te emocje. Czucie w ciele, w sercu – na myśli wokół nich.

Ale czuję też spokój. Są takie momenty. I to mnie miło zaskakuje, pokazuje zmiany w mojej osobistej odporności psychicznej. I bardzo się z tego cieszę, a raczej doceniam siebie za to.

Bo nie chcę się bać.
Cholernie nie chcę się bać!
Nie chcę by strach, strach zamieniający się w lęk wypełnił moją głowę, moje serce i czas, który przyjdzie mi spędzić w odosobnieniu z dwójką chłopców pozbawionych szkoły, kolegów, ruchu i zajęć pozalekcyjnych, które uwielbiają. Taka mieszanka może być dla nas wszystkich niebezpieczna.
A nie chcę tego!

Co więc robię, co postanawiam robić przez ten czas?

PRACA:
• Pracuję, kontynuuję “co się da”. Nie chcę stracić rytmu, który sobie wyznaczyłam, a praca dodatkowo daje mi poczucie bezpieczeństwa. Choć z dziećmi w domu i tak będę pracować mniej, to jednak pracuję.
• Doceniam, że na najbliższe dwa tygodnie i tak miałam zaplanowane tylko sesje coachingowe. Wszystkie mogę zrealizować zdalnie. I to się liczy! Klienci są bardzo otwarci na takie rozwiązanie.
• Planuję. Nie odpuszczam planów. Mam plany na wiosnę, mam plany na jesień. W październiku obiecałam warsztaty Warsztat Playing BIG – o odważnym podejmowaniu wyzwań i wierzę, że się odbędą. Ciągle nad nimi pracuję i tego się trzymam! To mi daje nadzieję.
• Płacę wszystkim podwykonawcom, którzy wykonali dla mnie pracę. Tak, boję się utraty płynności finansowej, ale oni też. Liczę, że moi Klienci mi zapłacą, dlatego sama chcę być dobrym Klientem. Zawsze grałam fair play i tak będzie tym razem. Mam nadzieję, że wydane pieniądze do mnie kiedyś wrócą, bo to że dobro wraca, to już wiem 
To jest mój, może naiwny, sposób na to by utrzymać gospodarkę w ruchu. Spróbuję!

RELACJE:
• Dużo rozmawiamy z dziećmi – nie boję się ich trudnych pytań. Widzę, że wszyscy tego potrzebujemy.
• Jestem w kontakcie z najbliższymi – dzwonimy do siebie, dużo rozmawiamy na Messengerze. Czuję się połączona z światem, choć zamknięta w czterech ścianach. Wiecie, że do regulowania emocji potrzebujemy innych osób? Tak! Potrzebujemy szczerych, prawdziwych, mądrych rozmów. Moi kochani dzwońmy do siebie – śmiało. Nawet na 10 – 15 minut. Do mnie też możecie zadzwonić 
• Okazuję życzliwość. Czuję, że szczególnie w relacji z Klientami okazujemy sobie dużo wsparcia i zrozumienia – nawet, gdy chodzi o odwołanie warsztatów. A to się zadziało … Przecież to nie jest niczyja wina, przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. W trakcie takich krótkich rozmów okazuje się, że jesteśmy dla siebie tak podobni, tak bliscy. Dziś bardzo potrzebujemy poczucia wspólnoty.

ZDROWIE:
• Jem zdrowo. Tak zrobiłam zakupy, ale głównie skupiając się na warzywach i owocach. Tego nie może nam zabraknąć. A mój Mąż ma zamiar wykorzystać ten czas na naukę gotowania i bardzo mi się ten pomysł podoba 
• Pozwalam sobie na ciszę. Z dwójką chłopaków to ważne. 5 minut z muzyką Ludovico Einaudi jest bezcenna.
• Biegam. No dobra, dziś przez pogodę nie biegałam. Ale jutro nadrobię. Wiem, że ruch będzie nam wszystkim bardzo potrzebny.
• Mam nadzieję, że starczy mi wytrwałości na jogę. Nidrę praktykuję bez przerwy.
• Sen. Na pewno wstając po siódmej, a nie po szóstej będę lepiej funkcjonować. To plus zamkniętych szkół. Szukam plusów. Bardzo szukam plusów – jak prawdziwa detektywka. Ha! Jest takie słowo?

DUCHOWOŚĆ:
• Praktykuję wdzięczność. Nieustająco! Rzucam światło uwagi na te potrzeby, które są zaspokojone.
Za co jestem wdzięczna?
– za to że jesteśmy zdrowi i nikt z moich bliskich nie choruje,
– za pełną lodówkę, zapasy i papier toaletowy. Bez jaj, widziałam co się działo w środę w sklepach,
– za sms’y z bratem i Jego żoną,
– za lekarzy, którzy bohatersko pracują w sytuacji zagrożenia – pomyślmy o nich!
– za internet, prąd, wodę w kranach,
– możliwość pracy zdalnej. Mam zamiar z niej skorzystać! Wiem, że nie wszyscy mogą.
– za rozmowę o warsztatach, które planowane są na późną wiosnę. Oby się odbyły 🙏
– za ogarnięte dzieci, które rozumieją, że ja nie mam wolnego,
– za fajnych, życzliwych ludzi z którymi współpracuję, bo dobrze się z Wami gada! Dziękuję Wam za dzisiejsze rozmowy!
– za głowę pełną pomysłów, może dzięki temu nie wypadnę z rynku?

• Pamiętam o słowach Kristin Neff, że „Źródłem największego cierpienia jest pragnienie, aby rzeczywistość wyglądała inaczej niż tu i teraz” … i powtarzam sobie, że nie mam wpływu na rzeczywistość, ale mam wpływ na moją relację z rzeczywistością. Chcę ją zaakceptować, jak najszybciej i nie czarno-widzieć. Chcę skupiać się na tym, na co mam wpływ. A odpuszczać to, na co nie mam.

• Zastanawiam się czego może nauczyć mnie ten czas? No właśnie czego?
Myślę o tym. Napiszę o tym za kilka dni.

• Szukam w swoim życiu, w swojej historii takich momentów, kiedy było “gorzej” – a sobie poradziłam.
To dziś dla mnie najważniejsza praktyka.
Najważniejsza.
16 lat temu, dwunastego marca zmarła moja Mama. Ja miałam dwadzieścia kilka lat, kończyłam studia, pracowałam, ale za grosze, byłam pięć miesięcy przed ślubem, Brat zdawał maturę, a Ojciec był na skraju wyczerpania po 12 latach walki z chorobą i o żonę.
Wtedy (dosłownie) byłam w czarnej d%^$ie …
Wtedy załamał mi się świat.
Wtedy w moim życiu było jeszcze więcej „nie wiem”.
Wtedy to byłam przerażona.
Przeżyłam marzec szesnaście lat temu, przeżyję i teraz.
Wtedy się wszystko poukładało, poukłada się i teraz.
Wtedy znalazłam światło w mroku, znajdę i teraz.
Wtedy uratowała mnie miłość i akceptacja.
Uratowało mnie trzymanie się swoich zasad i wartości.
Uratowało wsparcie innych.
Uratuje mnie teraz.
Ufam temu.
Zaufajmy wszyscy.

Bądźmy dla siebie dobrzy.
Dla siebie i siebie nawzajem.
I zostańmy w domu!
Proszę! Jeżeli zamknięcie szkół ma mieć sens niech ma taki, że zostaniemy z dziećmi w domu.
Niech do pracy chodzą Ci, co na prawdę muszą.
Proszę!
A może szybciej będzie, tak jak było, a może lepiej?

X