Jestem rzeczniczką pewnej mniejszości. Jestem self-adwokatką rodziców dzieci z Zespołem Aspergera, rodziców dzieci z spektrum autyzmu. Nie boję się opowiadać mojej historii (choć ostatnio robię to rzadziej), wspieram innych rodziców, szerzę wiedzę na temat ZA. Jestem w tym temacie odważna, pokazuję siebie, odsłaniam się w imię wartości, w które wierzę. Przyjmuję na klatę krytykę, bo nie da się jej uniknąć, na szczęście każdy kolejny raz mniej boli.

Jstem odważna i nie wstydzę się.

Nie chcę też by inni w moim towarzystwie się wstydzili. Te przesłanie jest jak światło, które oświetla mi drogę i się go trzymam od kilku lat. Odwagę czerpię od mojej Mamy. Choć nie żyje od 16 lat, to codziennie przypominam sobie jej słowa, słowa które wypowiedziała zakładając w latach ’90 jedno z pierwszych w Polsce stowarzyszeń na rzecz Amazonek, kobiet z problemem onkologicznym.
Te słowa brzmiały „Nikt w tym mieście nie będzie się wstydzić tego, że ma raka piersi”.
Tym miastem była Łomża, małe miasteczko na Podlasiu. Jak wspomniałam był początek lat ‘90tych, a wtedy chorowanie na raka, amputacja obu piersi, noszenie (okropnej plastikowej) protezy i peruki (sztucznej ….) to był wstyd.
Ogromny wstyd.
Gdy moja Mama zaczęła w lokalnej gazecie i lokalnym radio opowiadać swoją historię, by zachęcić inne kobiety do ujawniania się i wyjścia z jaskini tajemnic i odrzucenia, mnie w szkole zaczęli nazywać mutantem. A to był czas końca podstawówki, czas gdy stawałam się kobietą …Nie będę rozwijać tego, jak się czułam. Chyba sporo wyparłam.

 

Dlaczego opowiadam Wam tą historię? Dlaczego dziś?
Dlatego, że wtedy mając 11-12 lat byłam w mniejszości. Nie miałam ani jednej koleżanki, której Mam nie miała piersi.
Dlatego, że teraz jako Mama AS’a jestem w mniejszości. Choć teraz znam wiele Mam i Tatów AS’ów i to wielka ulga. Znam też wielu dorosłych AS’ów, za co jestem bardzo wdzięczna.

 

Wiem, jak to boli być w mniejszości.
  • Wiem, jak trudno poradzić sobie z oceną, odrzuceniem, brakiem szacunku.
  • Wiem też, że w obu tych historiach, które były moim udziałem otworzenie się, odwaga pokazania siebie, siła z jaką moja Mama, a potem Ja opowiadałyśmy swoje historie sprawiły, że z czasem głos krytyki cichł i milkł, a pojawiał się głos wsparcia.
  • Głos wsparcia, miłości, szacunku i tona współpracy. Doświadczyła tego moja Mama, doświadczam tego ja, ale nie wiem na jak długo …
  • Nie wiem, kiedy i kto wpadnie na pomysł by nazwać autyzm ideologią.
  • Nazwać autyzm „psychologiczną fantazją”, „zarazą nadopiekuńczości rodziców”, czy „ideologią nieporadnych wychowawczo rodziców”.

 

Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Czy Wy dziś macie podobne rozkminy? Ja mam.

 

Mówię NIE segregowaniu, sortowaniu i dehumanizowaniu innych ludzi.
Mówię stanowcze NIE i całym sercem wierzę i wiem to jako psycholożka, że LGTB to wspaniali ludzie, których wielu znam, którym wielu wiele zawdzięczam. Kolega Gej „zrobił mi statystykę” do pracy magisterskiej, kim bym dziś była bez niego? Nie chcę myśleć.

 

 

Ale chcę podzielić się z Tobą jeszcze jedną historią.

Ale najpierw pewien fakt, którego i ja przez lata sobie nie uświadamiałam…
Z tym wstydem, czyli lękiem przed oceną innych jest tak, że rodzice nastolatków LGBT bardzo, bardzo, bardzo się wstydzą. Wstyd z powodu dziecka z autyzmem, czy niepełnosprawnością to też wstyd, ale raczej mniejszy, choć na emocje nie powinniśmy się licytować. Jedna koleżanka Lesbijka uświadomiła mi, że mniejszości seksualne to jedyne mniejszości, w których rodzice są „inni” niże dziecko, czy nastolatek w mniejszości. Kumasz? Widzisz różnicę?

Gdy jesteś w mniejszości Żydowskiej, Twoi rodzice są Żydami.
Gdy jesteś Afroamerykaninem, Twoi rodzice też są.
Michelle Obama (wiele kobiet na świecie się z nią utożsamia) miała rodziców z tym samym kolorem skóry, co Ona.
Gdy jesteś w mniejszości Czeczeńskiej, Twoi rodzice są Czeczenami.

 

 

Gdy jesteś LGBT, Twoi rodzice są hetero … 

Co to oznacza?
Bardzo prawdopodobne jest to, że rodzice dzieci, nastolatków, młodych ludzi LGBT się ich wstydzą. Totalnie wstydzą. Ów rodzice z strachu przed towarzyskim ukamieniowaniem, społecznym linczem, czy po prostu wyrzuceniem z pracy, się nie ujawniają, nie wspierają swoich dzieci. Chcą ich zmienić. Chcą ich ukryć. Chcą ich się wyrzec.
Taka jest smutna rzeczywistość.
Smutna, tragiczna, przygnębiająca.
A po słowach, które padły w ten weekend ów rodzice mogą się wstydzić swoich dzieci jeszcze, jeszcze bardziej, bo wmawia się im, że „ich dzieci to nie ludzie”. 

Nie ludzie?
Nie ludzie, w przypadku których powinniśmy zapomnieć o prawach człowieka.
Nie ma podlejszych słów.
Nie ma.

wracam do historii.

 

Kilka miesięcy temu na kolacji pomiędzy jednym, a drugim dniem warsztatów podszedł do mnie jeden Uczestnik. Podszedł, by pogadać. Rozmawialiśmy o dzieciach, o muzyce, o wychowaniu. I wtedy on pomiędzy jednym a drugim zdaniem wyjawił mi swój sekret. Przyznał się do tego, że jego dziecko  jest „inne”, jest „wyjątkowe” jest  LGBT… I choć te słowa nie padły wprost, oboje wiedzieliśmy co mi właśnie ujawnia…. Oboje wiedzieliśmy, jaki ciężar On nosi jako Tata. Oboje wiedzieliśmy, że ta rozmowa wymagała od niego odwagi, a ode mnie empatii. Oboje wiedzieliśmy, że takie rozmowy nie zdarzają się często i że jesteśmy wdzięczni, że możemy prowadzić odważną, szczerą rozmowę pełną szacunku. On wiedział, że może się otworzyć, bo ja się otworzyłam. Ja wiem, że nie ma innej drogi w zapraszaniu innych do odwagi… Wspomnienie tamtej rozmowy będę nosić w sercu do końca mojego życia. Mam świadomość, jak wyjątkowy jest ten Tata, bo On się nie wstydzi. I jakim zaufaniem mnie obdarzył.

 

Moją misją jest oswajać wstyd, uczyć odwagi w wyrażaniu siebie.

Wiem, że po tym weekendzie będę miała jeszcze więcej pracy, ale nie poddam się.

Nie będę milczeć i proszę Was, Wy też nie milczcie.

Ty też nie milcz, proszę.
Wszystkie te historie opowiadają o tym, że nikt nie planował być w mniejszości.

Ani ja.

Ani moja Mama.

Ani ten Tata.

Nikt nie planuje być w mniejszości, a one się nam przydarzają.
Nigdy nie znamy dnia, ani godziny kiedy los, czy Bóg (każdy w coś wierzy) przeniesie nas poza magiczną kreskę, poza którą z większości przenosimy się do mniejszości. Dlatego broni się mniejszości! Dlatego o mniejszości się troszczy!

 

Moja praca magisterska była o altruizmie, który generalnie nie istnieje. Takie smutne wyniki mi wyszły. Dlatego, jeżeli nie chcesz bronić mniejszości z pobudek altruistycznych, broń ich z pobudek egoistycznych. Niech obrona mniejszości będzie Twoim ubezpieczeniem na wypadek, jeżeli sama, sam się w niej znajdziesz. Ja znalazłam się w niej dwukrotnie, jeżeli nie więcej. Nie możesz mieć więcej szczęścia ode mnie. Obrona mniejszości jest naszym obowiązkiem i jest w naszym wspólnym interesie. Świat składa się z mniejszości. Oby te mniejszości się szanowały!

 

Kończąc już.

 

I tak jak wielu rodzicom AS’ów napisałam, czy powiedziałam przez ostatnie lata „Jestem z Tobą, widzę Ciebie, szanuję Ciebie, rozumiem, a przynajmniej spróbuję pojąć Twoją historię … możemy porozmawiać, czuj się przy mnie bezpiecznie!”.

 

Tak dziś piszę do moich znajomych Gejów i Lesbijek i wszystkich tęczowych rodziców  „Jestem z Tobą, widzę Ciebie, szanuję Ciebie, rozumiem, a przynajmniej spróbuję pojąć Twoją historię … możemy porozmawiać, czuj się przy mnie bezpiecznie!”.

I obiecuję, że nie będę milczeć.

Dziś milczenie jest najgorszą reakcją, jaka może się wydarzyć.

Nie będę!

Wy też nie milczcie!