Często słyszę pytanie o mój lęk przed śmiercią. Czy go mam? Jak wpływa na moje życie? Jak sobie z nim radzę, skoro jestem osobą lękową. A chorowałam na raka… a rak zabrał mi Mamę … a śmierć zabrała mi tylu bliskich.
Myślę, że to lęk przed śmiercią sprawia, że siedzę właśnie na moim „tarasie bez tarasu” i wącham kwitnący groszek. Nasycam się dzikim zapachem kilku kwiatków i wspominam jak pachniał ogród mojej Babci Eli w Olsztynie. To zapach lata nad jeziorem. To zapach lata blisko lasu. To zapach lata spędzanego z bandą sąsiadów…
Lęk towarzyszy mi codziennie. Naprawdę nie ma dnia bym nie pomyślała o tym, że choroba może wrócić. Albo pojawić się inna, która spowoduje cierpienie moje i moich bliskich. Znam ten lęk. Budzę się z nim i zasypiam. Siedzi obok mnie w samochodzie. Czasem siada na biurku, gdy pracuję. Czasem myję że mną zęby.
Akceptuję go, bo znam jego źródło.
Wiem, co go nasyca.
Ale ja wybieram, by nie nasycać go moją uwagą.
Mówię mu, „hej! stary znajomy! Fajnie, że wpadłeś. Nie będę z Tobą walczyć. O czym ważnym mi dziś przypomnisz?”
I o dziwo przypomina o tym, by wąchać groszek, cieszyć się z pierwszych czerwonych pomidorów na krzaczkach, spontanicznie iść do kina z kuzynami, zaprosić sąsiadów na piątek, a kuzyna do Chłopaków. Przypomina, by siedzieć w promieniach słońca i myśleć o tym, że takie proste życie jest naprawdę dobre.
Bo lęk przed śmiercią, nie powstrzyma śmierci… Ale może powstrzymać życie. A ja mu nie chcę na to pozwolić.
Pozwalam za to sobie wybierać życie.
Wybierać je codziennie.
Mocno i świadomie.
Wybierać je w mikromomentach, mikrochwilach, których suma … groszek za groszkiem … uczynis moje życie lepszym.
Więc jak ktoś mnie zapyta, jaki jest mój zapach życia. Odpowiem, że zapach kwitnącego groszku. Być może też Maciejki, ale ta mi nie wzrosła… Życzę sobie, by za rok i z Maciejką się udało. Bo o tym powinno być życie.
A jaki jest Twój zapach życia?

