Dziś Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Dla mnie szczególny dzień. Nie tylko dlatego, że jestem psycholożką i na co dzień pracuję na rzecz zdrowia psychicznego. Codziennie rozmawiam z Wami o tym, jak zdrowie psychiczne się troszczyć. Dbać o nie. O nim nie zapominać i je szanować.
To ważny dzień dla mnie, bo sama o swoje zdrowie psychiczne muszę i chcę się troszczyć, każdego dnia. Z czułością i zaangażowaniem. To, że jestem psycholożką nie uchroniło mnie przed tym, że dwa razy chorowałam na depresję. Nie chroni mnie przed zaburzeniami lękowymi. Wcale nie pomagało, gdy doświadczałam ataków paniki … jednego w samochodzie. Jednego pod prysznicem w hotelu gdzieś w górach, gdzie byłam zupełnie sama … Nawet nie chcę myśleć, jak mogłoby się to skończyć.
Tak. Jestem człowiekiem. Przede wszystkim jestem człowiekiem. A dopiero później psycholożką, żoną, mamą, ekspertką itd. … To zdanie powtarzam sobie każdego dnia. Przede wszystkim jestem człowiekiem, który czuje. Przeżywa. Ugina się. A potem odbudowywuje. Łamie się. A potem wraca z nadzieją ku sobie, do siebie. Z nadzieją i coraz większą czułością.
Dlatego dziś odważnie i szczerze podaję Wam moje sposoby na zdrowie psychiczne.
To nie recepta. To gęsty gar mikrowyborów, które służą mi, by uczyniać moje życie lepszym, zdrowszym, bardziej znośnym, ale też żywym i prawdziwym. To gęsty gar mikrowyborów, które podejmuję z zaangażowaniem. Bo bez zaangażowania nasze zdrowie psychiczne jest … no właśnie dokończ to zdanie sama.
• Nieustająco uczę się czułości i szacunku dla siebie i swoich emocji.
• Robię sobie, w sobie, w swoim życiu miejsce na emocje. Czuję.
• Ale nie za każdą emocją idę. Do niektórych się dystansuję. Gdybym zawsze słuchała swojego lęku, którego mam po kokardkę, nie żyłabym z odwagą.
• Gdy boję się, a boję się często … otaczam siebie troską, a nie surowością.
• Kocham. Ufam. Dbam o relacje. Relacje! To najważniejszy filar naszego dobrostanu psychicznego. Czy tego chcemy, czy nie – nasze układy nerwowe zostały stworzone do koregulacji.
• Śmieję się głośno. Robię z lekkością większe i mniejsze głupotki. To ożywia mój układ nerwowy i wyprowadza mnie z trybu przetrwania.
• Czasem płaczę.
• Proszę o pomoc. Jestem w terapii. Już czwarty raz w moim życiu. Nie jestem już samo-dzielna.
• Gdy jest mi trudno idę do lasu. Idę w las. Idę w naturę.
• Nie zapominam o tym, że mam ciało. Ruszam się … choć naprawdę czasem mi się nie chce. Ale wiem, że ruch to życie. Te metabolizowanie napięcia, które pojawia się we mnie każdego dnia.
• Rysuję. Maluję. Choć ostatnio za rzadko … Ale to mój naturalny. Pierwotny, sposób radzenia sobie z emocjami i wracania do wewnętrznego domu.
• Szukam sensu. Nadaję sens. Wyznaczam sens. Wybieram sens. Idę ku temu co ma sens.
• I żyję. Nażywam się życiem. Bo dobre życie, pełne życie, kolorowe życie, żywe życie buduje naszą odporność psychiczną.
Ps. I naprawdę. O tym wszystkim napisałam w książce „Kiedy życie mówi sprawdzam”. Naprawdę. Ta książka to nasze ubezpieczenie psychiczne, a mój hymn pochwalny dla odporności psychicznej, której dziś tak bardzo potrzebujemy.




















