Właśnie mija 12 lat od tego, jak w urzędzie dzielnicy Wola z mężem i pięciomiesięcznym synkiem zakładaliśmy moją działalność gospodarczą o nazwie MANUFAKTURA ROZWOJU Marta Iwanowska – Polkowska. Do dziś pamiętam, że było zimno, padał deszcz, a Młody płakał, bo nie podobał mu się ciemny pokój w piwnicy urzędu. Czułam się wtedy jak skazaniec, a nie zwycięzca…

Przez te wszystkie lata nie prowadziłam mojej firmy w sposób ciągły. Na chwilę wskoczyłam na etat w NBP (tak!), zajmowałam się  dziećmi i byłam pełnoetatową Mamą, prowadziłam też spółkę NAVIGO Grupa. Ale mimo zmiennej ciągłości moja firma obchodzi właśnie za moment, bo 30 października 12 urodziny i ja mam ochotę celebrować z Wami swoją przedsiębiorczą drogę.

W związku z tym Dorota Dabińska – Frydrych, która jest moją prawą ręką i czujnym fotograficznym okiem  zaprosiła mnie do rozmowy i zadała mi 12 odważnych pytań o blaski i cienie Manufaktury Rozwoju

DDF: Zacznijmy od początku. Od czego się zaczęła historia Manufaktury Rozwoju?

MIP: Zaczęło się z chwilą wybuchu kryzysu ekonomicznego w 2008 roku, miałam w domu pięciomiesięcznego Tymoteusza i wiedziałam, że w firmie w której pracowałam do porodu nie będzie już dla mnie miejsca. Rynek szkoleniowy się dynamicznie zmieniał, moja (prawie) była firma też, a ja chciałam i musiałam pracować bądź, co bądź z małym dzieckiem przy piersi. To nie był więc, ani romantyczny zryw, czy świadomy biznesowy ruch, tylko konieczność. Szara konieczność młodej mamy. Musiałam mieć firmę żeby pracować, a musiałam pracować żeby żyć. A każdy kto wtedy działał na rynku szkoleniowo – doradczym wiedział, że to nie był łatwy czas dla branży. Zresztą tak jak teraz … Zaczynałam więc od zera i to z malutkim dzieckiem, bardzo wrażliwym dzieckiem na rękach.

 

DDF: Dlaczego nie mogłaś pracować na etacie? Przecież etat to dobre miejsce dla mam.

MIP: Spróbowałam etatu. Tuż po tym, jak urodziłam starszego syna „upomniała się” o mnie pewna Agata, która przez kilka lat starała się o miejsce dla mnie w swoim zespole. W pierwsze urodziny pierworodnego, zaczęłam pracować w Narodowym Banku Polskim, w zespole ds. rozwoju pracowników. Pracowałam tam z bardzo merytorycznymi i kompetentnymi osobami, od których bardzo wiele się nauczyłam. To był dobry czas, pięknie się zapowiadał. Wciąż nie mogę uwierzyć, że prowadziłam wtedy szkolenia z zakresu oceny kompetencji dla delegacji z innych banków centralnych. Ale … Ale po kilku miesiącach okazało się że jestem w ciąży z drugim synem, co było dla mnie „małym” zaskoczeniem … Zaś narodziny młodszego syna zbiegły się z trudnościami rozwojowymi starszego. Po latach okazało się, że pierwszy syn ma zespół Aspergera. No i wtedy, kiedy chłopcy byli mali musiałam podjąć decyzję. Co wybieram czy praca, czy etat, czy macierzyństw? Wybrałam macierzyństwo. To był mój wybór.  Po urlopie wychowawczym do Banku już nie wróciłam, zostałam z Manufakturą. Choć równolegle tworzyłam, prowadziłam jeszcze spółkę NAVIGO Grupa.

DDF: Dlaczego teraz pracujesz z kobietami? Dlaczego akurat z tą grupą? Dlaczego odważnie się do tego przyznajesz? 

MIP: Szczególnie w tym czasie, w którym rozmawiamy, chcę powiedzieć, że pracuję z kobietami, bo kobiety są po prostu zajebiste. Chcą się rozwijać i robią to, bo chcą a nie dlatego, że ktoś ich zmusza. Kobiety mają świadomość swoich emocji, swoich potrzeb, wartości i jak zdobędą się na odwagę, aby eksplorować te obszary, to po prostu to robią. Jestem towarzyszką kobiet w odkrywaniu siebie, w urzeczywistnianiu swojego JA i jestem z tego dumna. Wychowałam się w domu silnych kobiet – moja mama była działaczką społeczną o czym wielokrotnie już mówiłam i piszę między innymi TU. Wzmacniała kobiety i ja chyba przejęłam jej pałeczkę, widzę magiczne połączenie naszych historii. Dziś historia kobiet jest w przełomowym momencie, porzucamy lęk i idziemy ku odwadze. Każda z nas wielokrotnie słyszała „nie wychylaj się”, „przeproś”, „poczekaj na swoją kolej” – dziś mówimy „dość” tym nakazom, zewnętrznym oczekiwaniom, zasadom i stereotypom. I to się zmienia dosłownie na naszych oczach, a ja widzę ten proces z bliska, bardzo bliska jako coach’yca kobiet. Kilka dni temu na Instagramie napisałam, że to zaszczyt pracować z kobietami dokładnie w tym momencie historii. I teraz to powtórzę, to zaszczyt być Waszą towarzyszką!

I fakt. Od jakiegoś czasu widzę, że nazywanie swojej specjalizacji jako tej skupionej na kobietach, w niektórych kręgach może być uważane za odważne. Ciągle tematy kobiece są umniejszane, ciągle wydają się błahe, mniej istotne niż np. zajmowanie się sprzedażą, czy zarządzaniem projektami. Nie raz od kolegów trenerów słyszałam komentarze na ten temat, nie wspomnę o hejcie (tak, nie boję się użyć tego słowa) za nazywanie siebie coach’ycą. Ale chcę podkreślić, że te wszystkie komentarze i żarty, tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że chcę pracować z kobietami i dla kobiet.  

 

DDF: Dlaczego w takim razie nie zrezygnowałaś z mężczyzn i dalej prowadzisz warsztaty dla liderów i menedżerów? Często piszesz, że pracujesz z bardzo męskimi organizacjami.

MIP: Nigdy nie rezygnuję z pracy rozwojowej z mężczyznami. Jestem ciekawa ich perspektywy – mam w domu trzech mężczyzn 🙂 Ale przede wszystkim mam takie odczucie, że jeżeli rewolucje, którą robimy MY kobiety – rewolucję wrażliwości, odwagi, uważności na swoje potrzeby, przeprowadzimy bez zmian i zrozumienia po stronie mężczyzn, to polegniemy. Dlatego kiedy pracuję z mężczyznami w biznesie w zakresie odważnego przywództwa, empatii, komunikacji – zmiękczam i otwieram ich serca. To jest moja powołanie – chcę bardzo delikatne i czułe tematy tłumaczyć mężczyznom, żeby i oni rozumieli nas kobiety, by kobiety były rozumiane przez mężczyzn. Pracując tylko z jedną stroną nie doprowadzę do porozumienia i zrozumienia u drugiej. I na odwrót. To jest cudowne uczucie, otwierać zespoły, męskie organizacją na temat strachu, odwagi, wstydu czy empatii. To buduje prawdziwe porozumienie. A tego dziś bardzo potrzebujemy.

DDF: Co było największym zaskoczeniem w pracy na własny rachunek?

MIP: Nieustająco zaskakuje mnie ogrom pracy organizacyjnej, formalnej i chyba każdy przedsiębiorca w Polsce to potwierdzi. Zaczynając od księgowości, przez RODO, poprzez przygotowanie ofert, podpisywanie kontraktów, dbanie o zasoby do pracy – sprzęt, długopisy, kartki. Nie wspomnę o marketingu, promocji w social mediach. Nie wspomnę o budowaniu sklepu on-line, czy wydawaniu kart, a wydałam przecież karty „Drzwi do JA” czy „Ludzki Rozwój – Ludzka Zmiana”. Wręcz mam poczucie, że z każdym rokiem „formalności” przybywa. Owszem mogę część zadań delegować, owszem mam poddostawców, ale jeżeli moja marka osobista oparta jest na autentyczności to muszę i chcę w wielu zadaniach uczestniczyć osobiście.

 

DDF: To są Twoje kulisy? Nie raz na Twoich warsztatach słyszałam, jak mówisz „nie porównuj swoich kulis, z czyjąś sceną”. Jakie są Twoje kulisy? 

MIP: O tak moje kulisy są duże, nudne, szare. W moich kulisach jest dużo narzekania, marudzenia i fizycznego zmęczenia. Takie są fakty.

Przygotowując warsztaty na żywo jest dużo pisania, formatowania, drukowania, cięcia, przygotowanie segregatorów, pakowania i noszenia ciężkich toreb.  Jeżeli szkolenie zaczyna się ósmej rano, to ja już wieczorem w sali przygotowuje materiały, buduję klimat, czasem do północy, a po kilku godzinach jazdy autem. Szkolenia online także wymagają ode mnie przygotowania: prezentacji, nauki przeróżnych programów i aplikacji, obycia z kamerą, przygotowania nowych aktywności, które się sprawdzają podczas takiej formy pracy. I teraz, gdy szkolę on-line muszę na nowo wymyślić coś, co wcześniej hulało w realu. Także kulisy są – są spore i warto o nich rozmawiać. Wiele osób zazdrości mi tej pracy, ale nie jest ciekawych ów kulis. Ja zaś czasem widzę tylko je i wręcz w nich utykam. Od marca mam poczucie, że ciągle w nich siedzę, a tylko na moment wystawiam głowę poza nie ….

DDF: Co zatem sprawia Ci największą radość, frajdę gdy myślisz o swojej pracy prowadzeniu Manufaktury?

MIP: Prowadzę procesy coachingowe, prowadzę warsztaty, pracuję z dużą ilością osób, ale nie z każdą mam kontakt po zakończeniu procesu rozwojowego. Dziś muszę przyznać, że największą radość daje mi widzieć zmiany, przemiany osób którym towarzyszyłam w rozwoju. Nie doświadczam tego często, ale przyznam, że to jest magiczny moment, kiedy klient się odzywa po jakimś czasie i pisze, że coś w jego życiu, czy karierze drgnęło w dobrym kierunku, że coś przeżywa, że dokonał odważnej zmiany. To sprawia mi wielką radość – wiedzieć, mieć świadomość, że wspólna praca przyniosła efekty. To może nie jest zbyt odkrywcza odpowiedź. Dlatego jeżeli droga Klientko, czy drogi Kliencie czytasz ten wpis i chcesz się do mnie odezwać, miej odwagę – będę wdzięczna za Twoją informację zwrotną.

I tu czule uśmiecham się do pewnej studentki psychologii, a teraz psychoterapeutki, która w te wakacje zaczepiła mnie w kawiarni, by powiedzieć „dziękuję”. By podziękować za zajęcia na SWPS, które prowadziłam kilka lat temu właśnie w temacie zarządzania karierą, a które wpłynęły na to kim ta osoba dziś jest. Czuję wielką wdzięczność ilekroć usłyszę taką historię … Choć z drugiej strony mam też w sobie i świadomość i pokorę, że nie zawsze jestem skuteczna. Nie zawsze moja praca przynosi skutki, efekty takie jakich oczekuje Klientka, Klient, czy w biznesie jego otoczenie …. 

DDF: Jaki był punkt przełomowy w prowadzaniu swojej działalności? Pamiętasz jakiś?

MIP: Ja widzę dwa. Pierwszy kiedy postanowiłam odejść ze spółki, którą prowadziłam równolegle z Manufakturą. O tyle było to przełomowe, że zdobyłam się na odwagę, by oprzeć swoją działalność na sobie, TYLKO na sobie. Do dziś pamiętam ten czas. Pamiętam, kiedy wróciłam do domu z rozmów z moim wspólniczkami, usiadłam w pokoju i nie miałam siły się ruszyć. Płakałam i byłam zamrożona. Oddzielanie się od bliskiej relacji, by mówić na głos, że chcę Manufakturę prowadzić sama po swojemu – wymagało odwagi.

Prowadzenie własnej firmy to zderzenie się z samotnością i samodzielnością. Tym bardziej, że będąc coach’ycą opierasz się na swojej marce, na swojej perspektywie, na swoim powołaniu.

Warto dodać, że w swojej firmie „zostawiłam” wspólną, twardą metodologię. Opieranie się na twardej, policzalnej metodologii jest bezpieczne. Mówienie swoim głosem jest odważne i niesie ryzyko. Czuję te ryzyko do dziś, każdego dnia …

Drugi moment przełomowy był wtedy, gdy na Facebooku i Instagramie zaczęłam pisać z perspektywy JA. Kiedy zaczęłam przyznawać się do swojej historii i zmian jakie przechodzę, kiedy zaczęłam pokazywać, że też jestem człowiekiem, który czuje i przeżywa tak, jak moje Klientki i Klienci. Mam wrażenie, że wtedy Manufaktura wyskoczyła ku przestworzom! Serio.

Dziś rozumiem to tak, że ludzie, moje Klientki i Klienci czują się przy mnie bezpiecznie, czują, że „JA też” czuję, a to buduje zaufanie. Zaufanie i poczucie bezpieczeństwa to podstawy pracy coachingowej.

 

DDF: Skąd pomysł na żółta kropkę? Dlaczego Twoja marka jest żółta? 

 MIP: Nie wymyśliłam tego sama 🙂 Żółty kolor zaproponowała Agata, która robiła mi pierwszą, profesjonalną  stronę www. Na początku nie rozumiałam tego koloru, osobiście w żółtym bardzo źle wyglądam, nie mam nic żółtego. Z drugiej strony pomyślałam: dlaczego nie. ProFirma, w której pracowałam na początku kariery była niebieska, później  NAVIGO Grupa była czerwona, w między czasie zielony NBP, te kolory są bardzo biznesowe, poważne i kojarzą się z zaufaniem. Natomiast żółty w psychologii kolorów utożsamiany jest z energią, radością, optymizmem. Wtedy pomyślałam „aaa niech będzie!”. Przy kolejnej zmianie identyfikacji wizualnej Gosia z Nunu Design wymyśliła kropki. I tak powstała żółta kropka, kropka pełna energii, kropka pełna siły i optymizmu. Okazuje się, że także „ludzie biznesu” polubili ten symbol, nie wspominając o moich słynnych naklejkach. Wiem, że są przyklejone do wielu służbowych laptopów i kalendarzy!

DDF: Po co Ci to wszystko było? Mogłaś zostać w NBP, albo pracować dla kogoś? Nie wspominając o pozostaniu w NAVIGO i byciu częścią zespołu.

MIP: Kompletnie nie wyobrażam sobie innej pracy, dziś mając prawie 40 lat mogę odważnie i szczerze powiedzieć, „mam dar pracy z ludźmi, budowania zaufania, poruszania ich, czułego motywowania do odważnego urzeczywistniania swojego JA”. Po siedemnastu latach pracy czuję że jestem w tym dobra, tu jest moje serce. Czuję że to jest moje powołanie. Chcę się rozwijać i każdy kto mnie zna, wie że ciągle to robię. Ale jednocześnie potrafię dziś uznać, co jest moją mocną stroną i w czym jestem dobra. 

Może to, co teraz wybrzmi bardzo osobiście, ale to miała być osobista rozmowa…

Kiedy byłam dzieckiem szybko okazało się, że nie mam zdolności matematycznych, kiepsko mi idzie z fizyką. To było dość rozczarowujące dla otoczenia, ja przynajmniej tak to czułam, bo cała moja rodzina było medyczno – techniczna. Same ścisłe umysły. Na szczęście moja mama i babcia dość szybko zauważyły, że mam w sobie wrażliwość i dużo, dużo empatii. A co więcej mam w sobie bardzo dużo ciekawości i potrafię patrzeć na świat z różnych perspektyw. Dziś czuję, że to są moje talenty, a człowiek jest szczęśliwy, kiedy może je realizować. Więc po to mi to wszystko było? Bym mogła realizować swoje talenty, swoje powołanie i zmieniać świat najlepiej jak potrafię. Ponadto, w testach osobowości wychodzi mi też duża samodzielność i niezależność, więc jestem skazana na swoją firmę. 

 

DDF: Co zatem daje Ci siłę do podążania za swoim powołaniem?

MIP: Wrócę do tego co już mówiłam. Siłę daje mi feedback od ludzi. Potwierdzenie, że to co robię działa, że to zmienia ich życie, na coś otwiera, czegoś uczy. I choć taki feedback zdarza się incydentalnie, to jednak świadomość tego karmi mnie i buduje, zawsze.

Jest jeszcze coś takiego, co nawiązuje do podejścia Tary Mohr, mojej mentorki i nauczycielki podejścia #playingbig. Tara uczy, że jak realizuje się swoje powołanie, robiąc odważny krok czuje się ekscytację pomieszaną z strachem. Ten rodzaj strachu nazywany jest Yirah i odczuwa się go w sytuacji dotykania świętości, tzw. „świętych miejsc”. Ja czuję Yirah podczas sesji coachingowych, podczas warsztatów, wchodząc na scenę, włączając program webinarowy, czy nagrywając podcasty. Nie czuję tego zawsze, czuję to czasem. Ale to czasem jest na tyle pociągające, że chcę próbować, uczyć się, robić nowe rzeczy …

 

DDF: I ostatnie pytanie i jest ono dla mnie osobiście ważne. Odniosę się do cytatu, którego nie lubię i który budzi mój opór, a brzmi on: „Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu. Konfucjusz (Kong Fuzi)”. Co sądzisz o tych słowach?

MIP: Tak samo jak Ty nie lubię tego cytatu i z pozycji osoby, która zajmuje się coachingiem kariery  uważam, że robi wiele krzywdy. Ponieważ, to nie jest tak, że jak robisz to co kochasz ( tak jak ja), nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu. Jest wiele żmudnych zadań, które trzeba wykonać. Czasami się w nich tonie i to też, jest praca. Ciężka praca, która prowadzi do fajnych momentów, cudownych sesji, poruszających warsztatów. Ale tą szarą pracę też trzeba uszanować, zaakceptować. W trudnych momentach, kiedy czuję, że pracuję „po kokardkę” robiąc trudne, żmudne zadania organizacyjne powtarzam sobie ten cytat…

 

DDF: Miało być 12 pytań, ale muszę zapytać i dodać jedno od siebie. Co dziś, w tym trudnym dla wszystkich momencie szczególnie Ciebie cieszy? 

MIP: Jest jedna rzecz, która mnie zajebiście cieszy. Ciekawość rozwojowa ludzi i odwaga w decydowaniu o sobie została na tyle rozbudzona, że pomimo tego czasu pandemii, ludzie ale szczególnie kobiety nadal chcą się rozwijać i dbać o siebie! Mam wrażenie, że rewolucja decydowania o sobie jest nie do zatrzymania, pomimo tego co się teraz dzieje wokół nas, kobiety nadal chcą rozwijać i sobie na to pozwalają.  I to jest piękne. I to mnie zajebiście cieszy. Może dlatego, ten bunt kobiet który widzimy teraz na ulicach tak bardzo oburza niektórych, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że w chwilach trwogi, zagrożenia bezpieczeństwa kobiety strzegły domowego ogniska. A tymczasem kobiety wyszły na ulice. A tymczasem kobiety nadal zapisują się na webinary i warsztaty. A tymczasem kobiety nadal korzystają z coachingu. A tymczasem chcą skupić się na sobie i swoich potrzebach. I choć w naszym kraju zrobiło się teraz trochę mrocznie i straszno, to mam poczucie, że czuć wiatr dobrych zmian. Bardzo dobrych i potrzebnych zmian dla nas kobiet!

 

Dziękuję!

 

 

I na koniec chcę Was zaprosić do wspólnego świętowania.
Otóż ogłaszam 12 % rabat  na wszystkie, wszyściutkie produkty w moim sklepie. Na webinary, książki, karty i warsztaty też!
Rabat jest ważny od dziś do niedzieli 8 listopada.
Wystarczy przy zakupie wpisać hasło „urodzinymr”, a będzie Ci automatycznie naliczony.
Zapraszam do mojego sklepu!

 

Ale ale … nie było by urodzin bez wspominkowych zdjęć. Przecież to jest zawsze najlepsza część opowieści, kiedy zdjęcia przywołują nasze wspomnienia…

Easysoftonic